Menu

Polecamy

Regionalizmy

3. Regionalizmy
W przeciwieństwie do słownictwa środowiskowego, które nieustannie
się pomnaża, wyrazy swoiste dla pewnych obszarów Polski,
czyli r e g i o n a l i z m y , stopniowo zanikają. Zupełną rzadkością
jest dziś pojawienie się jakichś nowych różnic regionalnych w słownictwie,
takich jak nazwanie pantofli bez pięt w Warszawie klapkami,
a w Poznaniu — laczkami. Przyczyny eliminacji tradycyjnych odrębności
słownikowych są różnorodne. Po pierwsze — zamarły dwa
Podstawowe źródła powstawania regionalizmów w niezbyt odległej
przeszłości, bo w początkach XX wieku. Jedno z nich stanowił
utrzymujący się do roku 1918 podział kraju granicami trzech zaborów,
który izolował od siebie trzy główne odmiany lokalne
polszczyzny: królewiacką (pod zaborem rosyjskim), galicyjską
(pod zaborem austriackim) i wielkopolską (pod zaborem pruskim),
oraz prowadził do ich niezależnego rozwoju. Drugie ź r ó d ł o
regionalizmów — wpływ gwar ludowych na język miejski — charakterystyczne
jeszcze dla okresu międzywojennego, w naszych
czasach niemal z u p e ł n i e zaniknęło.
Po drugie — warunki zdecydowanie nie sprzyjające zachowaniu
różnic regionalnych powstały po II wojnie światowej. Wielkie ruchy
ludnościowe w tym okresie — osadnictwo na ziemiach północnych i
zachodnich, wędrówka mieszkańców wsi do miast, napływ pracowników
do nowo powstających centrów przemysłowych — gruntownie
przemieszały różne środowiska, a rozwój oświaty upowszechnił
w tych nowych społecznościach ogólnopolską normę językową.
Po trzecie — w czasach nam współczesnych niszcząco działa na
regionalizmy wzorzec języka radia, prasy i telewizji; do ich eliminacji
przyczynia się też ustępowanie wytwórczości rzemieślniczej przed
standardową produkcją przemysłową oraz szerzenie się ujednoliconego
nazewnictwa handlowego. Coraz rzadziej używa się np. lokalnych
nazw wyrobów masarskich czy piekarskich (gryska, mątówka,
murarka, solodrąg — nazwy bułek), giną tradycyjne, dzielnicowe
nazwy kasz: grysik, kaszka częstochowska, kasza hreczana, skoro na
opakowaniu tych produktów w sklepach całej Polski widnieją napisy:
kasza manna, kaszka krakowska, kasza gryczana.
Po czwarte — trzeba pamiętać, że regionalizmy to zwykle słowa
co najmniej dziewiętnastowieczne, oznaczające często przedmioty,
które stopniowo wychodzą z użycia; niech za przykład posłużą dwie
nazwy krakowskie: rączka 'pióro drewniane z metalową stalówką,
którą macza się w atramencie' i fiakier — 'dorożka konna'.
Oczywiście wyrazy regionalne wycofują się z obiegu stopniowo;
najszybciej wyzbywa się ich młodzież, najdłużej utrzymują się
w języku starszego pokolenia. Zresztą trwałości niektórych regionalizmów
sprzyja ich zasięg — jeśli tak można powiedzieć — domowy;
chodzi o nazwy przedmiotów codziennego użytku, produktów
spożywczych, prostych czynności gospodarskich itp. Słów takich
na ogół nie używa się w kontaktach bardziej oficjalnych, toteż
zdarza się, że jakaś osoba przypadkowo tylko i ze zdziwie-
niem dowiaduje się, iż nazwa, której od lat używa, wcale nie jest
ogólnopolska.
Oto kilka osobliwości słownikowych trzech polskich ośrodków
miejskich — Warszawy (W), Krakowa (K) i Poznania (P):
1) nazwy roślin
kurki (W) — liszki (K) 'gatunek grzyba o pomarańczowej barwie';
poziomki (W) — czerwone jagody (P); jeżyny (W) — ożyny, ostrężyny
(K); porzeczki (W) — świętojanki (P); brukiew (W) — karpiel
(K); chaber (W) — bławatek (K) — modrak (P); bratek (W) — macoszka
(P);
2) nazwy różnych przedmiotów codziennego użytku
płaski talerz (W) — płytki talerz (K) — miałki talerz (P); czajnik
(W) — sagan (K) — herbatnik (P); piecyk (W) — szabaśnik (K) —
piekarnik (P); torebka (W) — tytka (P) 'opakowanie papierowe';
stołeczek (W) — ryczka (P);
3) nazwy potraw i środków spożywczych
włoszczyzna (W) — jarzyna (K); napoleonka (W) — kremówka (K);
drożdże (W) — młodzie (P); szpik (W) — tuk (P); twarożek (W) —
gzik (P); kromka (W) — sznytka (P);
4) nazwy zwierząt
indyczka (W) — guła (P); kogut (W) — kokot (P); biedronka (W)
— petronelka (P);
5) nazwy czynności związanych z gospodarstwem domowym
krochmalić (W) — mączkować (P); farbkować (W) — modrzyć (P);
wycierać kurze (W) — ścierać prochy (K); zapalić (lampę) (W) —
zaświecić (K).
Odmienne słowa na oznaczenie tych samych przedmiotów — to
tylko jeden (co prawda najczęstszy) rodzaj regionalizmów. Istnieją
także lokalne o d r ę b n o ś c i z n a c z e n i o w e i s ł o w o t w ó r c z e .
Typ pierwszy reprezentują wyrazy mające znaczenie nie znane w języku
ogólnonarodowym, np. poznańskie: skład 'sklep' (a nie 'magazyn'),
sklep 'piwnica' (a nie 'punkt sprzedaży'), kusić "straszyć"
(W tym domu coś kusi), spiłować 'wytrzymać' (Me mogę dłużej spiłować,
oczy mi się zamykają) itp. Typ drugi zilustrujemy przykładami
różnic budowy tych samych wyrazów w warszawskiej i krakowskiej
odmianie polszczyzny: zdrożeć, stanieć, rozpakować, okazało się, że
zajrzeć, obejrzeć, zapomnieć, pomylić (W) — podrożeć, potanieć,
odpakować, pokazało się, że zaglądnąć, oglądnąć, zapomnieć
sobie, pomylić sobie (K); wśród przymiotników: gęściejszy,
czyściejszy, leciutki, mokrzutki (W) — gęstszy, czystszy, lekutki, mokrutki
(K); wśród rzeczowników: sznurowadło (W) — sznurówka (K).
Są to głównie rozbieżności kształtu poszczególnych wyrazów. Nie brak
jednak i różnic ogólniejszych: na przykład w polszczyźnie wielkopolskiej
znacznie częściej niż w języku ogólnym występują nazwy zawodów
pochodzenia przymiotnikowego: ogrodowy 'ogrodnik', listowy 'listonosz',
borowy 'leśnik'; Warszawa ma swój charakterystyczny przyrostek
-ak, zapożyczony z gwar mazowieckich: kurczak, prosiak (zamiast
ogólnopolskiego kurczę, prosię), a nawet Kercelak (przed wojną) 'bazar
na placu Kercelego', Poniatowszczak 'most Poniatowskiego'. Wyraźne
odmienności regionalne występują w technice zdrobnień i spieszczeń:
w polszczyźnie Poznania istnieje swoisty przyrostek zdrabniający
-yszek (aniolyszek, chłopyszek, dołyszek), krakowskim
zdrobnieniom kawusia, chlebuś odpowiadają warszawskie kawka,
chlebek, inaczej też zdrabnia się te same imiona: Kazik (Kaziek),
Maniek (W) — i Kazek, Manek (K).
Spróbujmy teraz uogólnić nasze obserwacje: najbardziej „bezbarwna",
bo dobrze znana w całym kraju dzięki pośrednictwu radia
i telewizji, jest polszczyzna Warszawy; niewiele jej cech uderza
lub razi mieszkańców innych części Polski. Stanisław Wasylewski,
felietonista okresu międzywojennego, takie tylko cechy wytykał
„warszawskim r o d a k o m " :
W s i a d a j ą do f i g u r y w p o c i ą g [...], płacą p i e n i ę d z m i , których im
w s z a k n i e s t a r c z y na l a n d r y n k i . K1 a r u j ą nieustannie coś, t r a j l u j a i g a n
i a j ą z d ę t k ą . [...] Do szkól chodzą u c z n i a k i [...], b u z i a k a dostaniesz na
p e w n i a k a od k o c i a k a , c ze r w o n i a k i c m poczęstuje cię ł o b u z i a k .
Wyjaśnijmy na marginesie, że mieszkaniec Polski południowej
wsiadłby do pociągu (do tramwaju, do taksówki) i zapłacił
pieniądzmi.
Owa neutralność, a zarazem ekspansywność warszawskich elementów
słownikowych nie wydaje się dziwna; w historii każdego języka
ośrodek stołeczny wpływa na język pozostałych regionów.
Podchwycił to trafnie Stanisław Wasylewski, przedstawiając niewesoły
los mieszkanki Krakowa osiadłej w Warszawie, która tak oto
mu się skarżyła:
Nie siąkam nosa, nie ścieram prochów, przenigdy nie pozwalam ścielić łóżek, nie
świecę lampy [...]. Przecież tych Galicjaków, którzy nie wiedzą, żc nos się uciera,
lampę, zapala, a łóżka rozbiera — pokazują u nas ze wstrętem palcami.
Polszczyzna krakowska jest o wiele bardziej tradycyjna, przechowuje
sporo wyrazów dawnych, np. prawie 'właśnie, dokładnie, akurat'
(prawie przyszedłem), zmięk 'odwilż', judzić się 'ropieć', ale zawiera
też pewną liczbę obiegowych pożyczek niemieckich, rażących
swą obcością mieszkańców innych części Polski: pinkle 'toboły',
bucht 'gatunek ciasta', cumelek 'smoczek', kuplówka 'wagon doczepny
tramwaju' itp.
Najwięcej wyrazów swoistych, nie znanych w innych regionach,
zachowało się w Wielkopolsce; są to elementy bardzo stare, często
o tradycji średniowiecznej, np. węborek 'wiadro', koprowina
'miedź', gościniec 'zajazd, karczma', jedzą 'jedzenie', posowa 'sufit',
zmir 'pokój, spokój'. Jeszcze raz oddajmy głos Stanisławowi Wasylewskiemu:
Wielkopolska to przepyszny rezerwat językowy. Jak limby i cisy w parku natury,
jak żubry i łosic, kozice i kosodrzew, tak tutaj żyją sobie w najlepsze i krążą w codziennej
mowie powiedzonka, które myśmy w centralnej Polsce odesłali dawno do
lamusa literatury. Wielkopolanin chodzi na p r z e c h a d z k ę co dzień, my już tylko
w książkach. G r o m y biją u niego zamiast piorunów, worek nazywa się m i e c h e m ,
krzak — k i e r z e m , a burza p o w i e t r z e m , jak w suplikacjach. Spytajcie o s k o -
p o w i n ę na rynku krakowskim czy warszawskim. Ani śladu. Pojawia się raz do roku
około Bożego Narodzenia w kolędach.

Strona główna

Sex randkiSex ofertyPornoSex ogłoszeniasex