Menu

Polecamy

Ćwiczenia końcowe

Ćwiczenia
1. W następującym fragmencie wskaż elementy słownictwa górniczego.
Mijali ganki i przecznice, wędrowali pochylniami i chodnikami,
kroczyli przecinkami i wiatrową, żeby drogi oszczędzić, dotarli
w końcu do opuszczonych filarów. Usiedli spoceni pod ścianą
[...]. Koło nóg przemknęła mysz.
— Aha, beskurcyja. już chleb czuje! — zauważył życzliwie
Ćmok i splunął za nią.
— Wiesz, bo to też może być duch Skarbnik! — dodał po chwili
uniewinniająco.
— Eh, nie pleć!
— Naisto!... Wy młodsi nie wierzycie, ale jo, coch już w hawierni
blisko czterycet roków przerobił, to wiem!... Skarbnik już mi
się dwa razy pokozoł. Roz w postaci myszy, kiedy miało być nieszczęście
w hawierni... Półtora kopy ludzi wtedy legło... A drugi
roz jak nieboszczyk Gamrot. To było w upadzie pod starym szybikiem.
Daleko, szeroko — żodnego żywego człowieka! A tu naroz
idzie chodnikiem stary Gamrot! Pierona kandy!... Strach
mnie piznął, żech się ani ruszyć z miejsca ni mógł. On idzie,
przechodzi koło mnie, podnosi lampa, poświecił mi w ślepia i dalej
poszedł... Maryjo święta!... Jeszcze teraz mrówki po mnie
biegają!... A wiesz wtedy, jakoś w godzina nieskorzy, zatopiło
pokład „Elizy'* pod przekopem!
(G. Morcinek, „Serce za t a m ą " )
2. Z podanego tekstu wypisz terminy techniczne i sprawdź ich znaczenie
w „Słowniku języka polskiego" (pod red. M. Szymczaka).
Czy wszystkie są w nim notowane9
Jan poszedł do fabryki. Przeszedł znajomą drogą przez
rafinery, holendrownię, przez trzecią maszynę, przez zaśnieżoną
salę wykańczalni i skierował się do siódmej maszyny: do
„babki".
Stała jak przedtem, stara, skurczona, pokaleczona, odarta z filców
i suszników, z żółtymi od rdzy cylindrami, z urwaną od podstawy
rafką, z wyrzuconym z łożyska wałem.
Jan podszedł do maszyny i zaczął dokładnie oglądać jej braki.
Byty jednak olbrzymie. Najgorsze, że brakło motoru. W miejscu,
gdzie stał, widać było tylko wystające śruby.
Jan Adamiec obejrzał dokładnie cylindry suszące: brak było
mosiężnych łożysk. Podszedł do prasy. Wyrwana z gniazda, leżała
pochylona na jednym boku. Okrągłe sito było w paru miejscach
porwane. Nachylił się nad nim i dokładnie przyglądał się rozdarciom.
Nie były na szczęście duże. Stwierdził ich kilka. Chwycił
za obręcze i nacisnął. Wał pod naciskiem zgrzytnął w zaschłych
łożyskach, jakby stęknął z tłumionego siłą bólu. Jan podszedł teraz
do ratki. Była cała, ale czarna od zanieczyszczeń. Z lewej
strony zostały łożyska. Przypomniał sobie, że ostatnim razem nie
oglądał gniotowników i holendrów „babki". Wyszedł z hali i udał
się do gniotowników. Stały obok siebie, czerniejąc olbrzymimi
kołami, całkowicie zasypane makulaturą. Silników i tu nie było.
Zajrzał jeszcze do holendrowni. Trzy holendry pozostały nie rozbrojone.
Stalowe noże szczerzyły swoje zardzewiałe zęby z wałów.
Zgrzebliska były całe.
(W. Żesławski, „Mirków ruszył")
3. O jakim typie wyrazów specjalnych mowa jest w tym felietonie?
Czy znasz inne nazwy z tej dziedziny słownictwa?
Tak np. „dziadek" to nie poczciwy staruszek, ale dziewiąta
z następujących po sobie fal, uważana za większą od poprzednich.
Warto tu dodać co prawda, że stosowanie tej nazwy nie jest
uzasadnione naukowo.
Skoro mowa o języku, dobrze wiedzieć, że „języki" nie mają
nic wspólnego z ploteczkami; są to podłużne trójkątne sygnałowe
flagi międzynarodowego kodu, służące do nadawania cyfr w sygnalizacji
na morzu.
Co ma wspólnego prosiak z jachtem? — a jednak: „prosiak"
to ruchomy ciężar zawieszony na cumie (linie służącej do umocowania
statków przy brzegu) lub przy linie kotwicznej, powodujący
elastyczność kołysania jachtu podczas wysokiej fali na kotwicy
lub przy nabrzeżu.
Chyba dziwne jest polecenie „ułożyć słoneczko", a jednak
każdy członek załogi wie. że chodzi tu o ułożenie wolnego końca
liny na pokładzie w ścisły, płaski krążek.
A czy wiecie, że można się całować... wiosłami? Jest to przyjęty
wśród żeglarzy zwrot, oznaczający zetknięcie się wioseł w
górze przed złożeniem ich po zakończeniu wiosłowania.
A znowu „końskie szerokości" to pas cisz podzwrotnikowych,
rozciągający się po obu stronach równika od 28 stopnia do 32 stopnia
szer. geogr. Nazwa powstała stąd, że w epoce żaglowców
zabłąkane statki, trudniące się transportem koni z Europy do
Ameryki, nie mogąc z braku wiatru kontynuować podróży, traciły
często cały ładunek zwierząt z braku wody i paszy.
(..Słowo Powszechne" nr 2814)
4. Ustal na podstawie słownictwa podanego tekstu, o jakim środowisku
zawodowym pisze autor w podanym niżej tekście.
Metrampażowi trzeba natychmiast dopisać kilka wierszy,
bo mu wyskoczył bękart. Nocny musi pilnować rozkładówki, bo
inaczej czeka go przykra rozmowa z naczelnym, który w ciągu
godziny każe zrobić zajawę na pierwszą stronę. Z poszlakówek
robi się migawki, a inne kawałki tymczasem leżą i trzeba gonić
za wierszówką gdzie indziej.
(B. Wieczorkiewicz, „Gwara warszawska dawniej i dziś")
5. Spróbuj ułożyć słowniczek profesjonalizmów związanych z jakimś
zawodem na podstawie informacji rodziców, ich znajomych,
pracujących kolegów itp.
6. Czym się trudnią ludzie, o których jest mowa w następującym
urywku?
... należą do kategorii tzw. wstydliwców albo sobków, gdyż
unikają ludzi i wykonują swój proceder wyłącznie dla własnej
korzyści. Przeciwstawia się im tzw. przyjemniaków pasożytujących
na frajerach [...]. (Bierze się ich) na podchód albo na podjazd
[...]. Bywają jeszcze inne sposoby nabierania naiwniaków:
na sekretarza, na konsula, na brylanty, na złoto, na walutę.
(B. Wieczorkiewicz, „Gwara warszawska dawniej i dziś")
*• Wskaż w następującym tekście elementy słownictwa młodzieżowego.
Czy są one jeszcze nadal używne? Jeśli nie — skoryguj ten
dialog, wprowadzając do niego te wyrazy i związki wyrazowe, którymi
sam się posługujesz.
Nagle tę miłą atmosferę zakłóciło wydarzenie, którego chyba
nie zapomnę do grobu.
— Mirka! Jak pragnę złapać autostop na księżyc! Nasza Mirka!
— usłyszałam tuż nad swoją głową. Poznałam już po głosie: Turkuć
Podjadek! [...]
— Zatkało cię? Proszę! Największe pyszczycho w naszej klasie
zamilkło ze zdumienia! Cud, jak pragnę... [...]
— To są... moi... — nie wiedziałam, jak ich przedstawić. —
Chodziliśmy razem do szkoły...
— Chodziliśmy i będziemy chodzić — ruszyła konceptem Celina.
Nie wiem, czy umyślnie sypnęła, czy tak jej tylko język poleciał.
— Ja jestem Turkuć, zwany także Turkuciem Podjadkiem [...],
a ten smętny młodzieniec to Jurek — rekomendował Turkuć,
jakby go kto nakręcił. Rzucili tobołki, usiedli. Nie zamierzali
spłynąć. Hipolit od razu posłał Celinie kartkę tego antycznego
„flirtu'" z jakimś dracznym frazesem [...]. Cyryl spytał Pędziwiatrów,
skąd jadą i dokąd. [...]
— Tak zapychamy, na pałę, byle przed siebie, bo przecież „piękna
nasza Polska cała" — informował Jurek.

Strona główna

PornosextelefonsexSex ogłoszeniaporno