Menu

Polecamy

Świat mowy polskiej


Kazimierz Nitsch był rodowitym krakowianinem: jego ojciec Maksymilian był wybitnym architektem, budowniczym wielu krakowskich domów, jak obecny pałac ślubów; dziadek Leonard był artystą złotnikiem, a pradziadek, Eligiusz Zachariasz, urodzony i zmarły w Bielsku, zwany był w księgach metrykalnych "kotlarzem", jego zaś ojciec, czyli prapradziadek Kazimierza, Zachariasz, był złotnikiem. Imię Zachariasz, rzadkie wśród katolików, mogłoby dowodzić, że jego nosiciel był protestantem. Matka Kazimierza, Maria Studzińska, była szlachcianką spod Tarnopola, ale wśród jej żeńskich przodków znaleźć można Julię Thulie i Barbarę Simonetti. Katarzyna, żona Leonarda, czyli babka Kazimierza od strony ojca, była z domu Kremerówna, siostra historyka sztuki i profesora UJ, Józefa Kremera. Żony Eligiusza i Zachariasza były zapewne prostymi mieszczkami; jedna z nich zapisana w metrykach jako Czejkin była może Polką — Czajką.
Tak więc Kazimierz Nitsch urodził się na styku rodu mieszczańskiego ze szlachecko-mieszczańskim. W znanej nam historii rodu on był najwybitniejszą inteligencją, jak dziadek Leonard — największym talentem artystycznym (piękny kielich jego wyrobu znajduje się w skarbcu Kościoła Panny Marii w Krakowie). Dzięki ojcu i jego rodzinie Kazimierz poznał język literacki w krakowskim wykonaniu, przez matkę był osłuchany z wymową lwowsko-tarnopolską. Charakter jego kształtowała zapewne przede wszystkim matka (ojciec umarł, gdy Kazimierz kończył gimnazjum), osoba o mocnym charakterze, na którą po śmierci męża spadło wychowanie i utrzymanie kilkorga dzieci; zarabiała jako krawcowa, niby postać z powieści Orzeszkowej o nieszczęśliwej wdowie. Kazimierz musiał więc podczas studiów pracować (był m. in. nauczycielem domowym Bronisława Malinowskiego), a gdy skończył uniwersytet, przez kilkanaście lat uczył w gimnazjach aż do mianowania profesorem UJ w 1910 r., gdy liczył już 37 lat. Ani na moment jednak nie zerwał kontaktu z nauką. Jego pierwszy uniwersytecki nauczyciel, Lucjan Malinowski, umarł w 1898, drugi — Jan Baudouin de Courtenay musiał opuścić wbrew woli Kraków; ale pozostał i główną rolę w krakowskim językoznawstwie zaczął odgrywać Jan Rozwadowski, utalentowany i świetnie w niemieckich uniwersytetach wyszkolony indoeuropeista. Rozmowy z nim, jego zachęty i rady wiele Nitschowi dopomogły, co on zawsze z wdzięcznością — może nawet przesadną — do końca życia wspominał. Ale taki on już był: gdy kogo pokochał, to gorąco i wiernie. Dzięki poparciu Rozwadowskiego i Jana Łosia, który od grudnia 1902 r. osiadł na katedrze filologii słowiańskiej UJ, mógł Nitsch od czasu do czasu uzyskiwać urlopy płatne lub stypendia na pracę naukową. W ciągu kilku lat doprowadził polską dialektologię do niebywale wysokiego poziomu, odegrał wybitną rolę w organizowaniu życia naukowego polskich językoznawców i uzyskał wielką powagę naukową. W 1913 r. został członkiem Akademii Umiejętności, najwyższej polskiej instytucji naukowej. Z Rozwadowskim i Łosiem był twórcą krakowskiej szkoły językoznawczej. Przewyższał ich dynamiką i więcej niż oni poświęcił swoich sił i czasu niewdzięcznej pracy organizacyjnej, jak redagowanie wydawnictw językoznawczych. Więcej się przejmował dydaktyką uniwersytecką, toteż więcej wychował młodych uczonych.
Często się jednak zdarza, że uczeni są społeczeństwu znani nie dzięki swoim istotnie cennym pracom naukowym, lecz przez jakieś uboczne działanie. Tak właśnie Kazimierz Nitsch był poza kręgiem uczonych znany jako reformator przepisów ortograficznych, i to jako reformator dokuczliwy. Niechęć, jaką naród żywi do ortografii, skrupiła się na nim. Stało się to w 1932 r., kiedy to pod jego redakcją ukazało się IX wydanie Pisowni polskiej PAU. Co do brzmienia były to przeważnie te same przepisy, co w wydaniach poprzednich, które redagował Jan Łoś. Po jego śmierci Polska Akademia Umiejętności
Słowo wstępne powierzyła obowiązki redaktora Nitschowi. Wybór ten był rzeczowo uzasadniony, ponieważ kandydat był świetnym znawcą współczesnej polszczyzny, a ortografią zajmował się od wielu lat, wypowiadał się na jej temat przy okazji dawniejszych prób reformy. Przepisy Akademii, uchwalone przez jej członków w 1918 r. — wynik kompromisu między wieloma propozycjami — były z różnych stron atakowane, a nawet niekiedy nie uznawane. Skoro zaś wydania Łosia zostały rozprzedane, postanowiono w nowym wydaniu wprowadzić konieczne zmiany. Uczony ten nie wyciągnął z uchwał wszystkich praktycznych konsekwencji, po trosze zapewne obawiając się naruszenia przyzwyczajeń, może też przez niechęć do uchwał przede wszystkim w zakresie pisania łącznego i rozdzielnego. Nitsch te konsekwencje wyciągnął. Ludzie starsi, przyzwyczajeni do pewnego sposobu pisania, zmian nie lubią, toteż prasa — zarówno dziennikarze, jak korespondenci — rzucili się z całą pasją na nowe wydanie, na wprowadzone nowości, jak i na dawne przepisy, uważając je za wymysły Nitscha. W tej sytuacji Polska Akademia Umiejętności w porozumieniu z Ministerstwem Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego powołała nowy komitet ortograficzny (1935). Mimo gwałtownych ataków prasy komitet swoją pracę doprowadził do końca (1936 r.), Ministerstwo zaś przepisy zatwierdziło jako obowiązujące w szkole. Obowiązują one do dziś z pewnymi poprawkami wprowadzonymi w 1957 r. W obradach komisji Nitsch odegrał ważną rolę, właśnie dzięki swojemu znawstwu przedmiotu.
Pretensje do Nitscha wywoływał także jego wybuchowy temperament i weredyczność — w razie potrzeby mówił prawdę w oczy. Temperament dawał o sobie znać na seminariach językowych i przy egzaminach. Studentów polonistyki cechowała niechęć do językoznawstwa, więc na zajęcia przychodzili najczęściej nie przygotowani, profesor zaś wybuchał gniewem. Studenci oczywiście rozpowszechniali opowieści o swoich dramatach, milczeli zaś o naukowych i dydaktycznych zaletach Nitscha, których zapewne nie umieli zrozumieć. Nie bez powodu przecież ze szkoły Nitscha wyszło wielu świetnych językoznawców i nie bez powodu przyjeżdżali do Krakowa na studia dokształcające młodzi językoznawcy zagraniczni: zwać się uczniem Nitscha było zaszczytem. Nitsch był człowiekiem gorącego serca, oddanym nauce i pracy nauczycielskiej. Irytowało go nieuctwo studentów, gdy jednak u kogoś zobaczył iskierkę zainteresowania, opiekował się nim, zachęcał i starał się z niego zrobić pracownika naukowego.
Dorobek Nitscha jest ogromny i choć od jego śmierci minęło bez mała 35 lat, a jego najważniejsze prace liczą 70-80 lat, to jednak nie zdołały się postarzeć. Był on przede wszystkim dialektologiem, tj. badaczem mowy mieszkańców wsi. Dialektologia zaczęła się rozwijać dopiero w drugiej połowie ubiegłego wieku. Przedtem językoznawcy zajmowali się tylko językiem pisanym. Oczywiście wiadomo było, że chłopi mówią inaczej niż ludzie wykształceni w mieście, ale ten sposób mówienia lekceważono, nie starano się go poznać. Głównym źródłem tych badaczy były teksty pisane, a najważniejszym zadaniem — poznanie historycznego rozwoju języka pisanego, zwłaszcza artystycznego. Tymczasem ogromna większość narodu nie znała języka literackiego; pod koniec XIX w. przeszło 70% Polaków mówiło gwarą. Ale wtedy językoznawcy uświadomili sobie, że język literacki i gwary tworzą jedną całość, powiązaną z sobą i w przeszłości, i współcześnie; że nie można zrozumieć zjawisk języka literackiego bez znajomości gwar. Nadto można w gwarach obserwować procesy niedostrzegalne w języku literackim.
Luźne spostrzeżenia dotyczące gwar, np. mazurzenie, zapisali w połowie XIX w. etnografowie, zbieracze pieśni ludowych, bajek i przysłów, ale pierwsze naukowe badania przeprowadził w 1870 r. na Śląsku Opolskim Lucjan Malinowski, od 1877 profesor filologii słowiańskiej w Uniwersytecie Jagiellońskim. Jego krakowskim uczniom zawdzięczamy opisy mowy kilku wsi w Polsce południowej. Ten sposób pracy nie dawał nadziei na prędkie poznanie gwar. Nitsch u nas pierwszy obrał inny, wydajniejszy sposób postępowania. Ułożył sobie listę zagadnień (np. sposobu wymawiania głosek, wyglądu form gramatycznych, nazwy różnych przedmiotów), o które zapytywał, a raczej prowokował ich pojawienie się w rozmowie z chłopem, nie czekał biernie, aż się one pojawią w rozmowie. Dzięki temu mógł w krótkim czasie poznać i spisać najważniejsze cechy gwary. Lista zagadnień mogła być ułożona dzięki wcześniejszym studiom nad starym językiem, jego budową gramatyczną i przemianami, oczywiście też dzięki ogłoszonym już informacjom o mowie ludowej. Wędrował więc pieszo lub na rowerze, a gdzie było można pociągiem, zatrzymywał się w wybranych wsiach i wszędzie pytał o te same sprawy, przy okazji zaś zapisywał, ile zdążył, co tylko chłop powiedział. Dzięki liście pytań (kwestionariuszowi) materiały zebrane w dziesiątkach lub setkach wsi były porównywalne, a naniesione na mapę ukazywały stan gwar, ich podobieństwa i różnice; można było wykreślać linie granic (izoglosy) zjawisk gramatycznych lub użycia wyrazów. Zastosował tę metodę w Prusiech Zachodnich (Królewskich), czyli na Pomorzu Gdańskim (1904 r.), a następnie w Prusiech Wschodnich (Książęcych), czyli na Mazurach, Warmii, w ziemi ostródzkiej i lubawskiej (1906 r.). Opisy tych gwar ukazały się w czasopiśmie "Materiały i Prace Komisji Językowej Akademii Umiejętności". Po dwu latach ukazało się obszerne, nabite faktami językowymi studium pt. Dialekty polskie Śląska (1908 r.), oparte na podróży po Śląsku w 1906 r.
Na badania terenowe Nitsch poświęcał swoje wakacje, czasem jednak korzystał z urlopów w szkole (uczył wtedy w gimnazjum). Nie były to wędrówki łatwe. Wędrował przy pogodzie i niepogodzie, głównie latem, mniej zimą. Nocował czasem po dworach, ale znacznie częściej w chłopskich izbach lub stodołach, w karczmach. Szczególnie uciążliwe były badania w b. zaborze rosyjskim, gdzie sieć kolejowa była niezmiernie rzadka, a kraj cywilizacyjnie bardzo zaniedbany. W jednym z listów do matki napisał: "Od wyjazdu z Krakowa upłynęło dni 79, do końca wakacji, które dla mnie wakacjami nie są, zostaje jeszcze 37. Dziś będę spał w 29 miejscu. Można się do tego przyzwyczaić, ale wolałbym mieć już własne łóżko..." Jego własne wspomnienia z tamtego czasu są bardzo krótkie i mówią tylko o badaniach na Pomorzu i na Śląsku; dopiero jego żona opisała je dokładniej, wzruszająco i plastycznie na podstawie listów i ustnych relacji męża w książce pt. Cale życie nad przyrodą mowy polskiej (1977) (zob. s. 22).

Strona główna

sextelefonsexSex ofertyPornoporno