Menu

Polecamy

Świat mowy polskiej cz. 4


Wędrując po Polsce, zwracał Nitsch uwagę na ludową wymowę nazw miejscowych, na nazwiska, a zwłaszcza na ludowe sposoby nazywania żon, córek i synów, nieraz bardzo swoiste, odmienne od używanych w mieście. Po drugiej wojnie światowej był Nitsch bardzo czynny w Głównej Komisji Ustalania Nazw Miejscowych i Obiektów Fizjograficznych, był przez kilka lat jej przewodniczącym.
Również mało zajmował się Nitsch językiem staropolskim. Fakty historyczne uwzględniał bardzo starannie w pracach o słownictwie, rzadko zaś pisał artykuły dotyczące dawnego systemu gramatycznego. Do nich należy najpierw artykuł pt. Polska deklinacja na -ij e (1921), Przyczynki do polskiej koniugacji. 1. Skąd się wziął typ depczę? 2. Futurum exactum (1924), Zagadka zaniku w polszczyźnie literackiej pochylonego e (1937), Dopełniacz l. mn. typu sukien, wisien a fonetyczna zmiana ńk na tfk (1939), Pomijany przez gramatyków narzędnik miary czasu (1946), Składnia mianowników liczby mnogiej u pierwszego pisarza "Psałterza floriańskiego" (1956). Są to artykuły krótkie, zawsze dotyczące zjawisk nie dostrzeżonych przez specjalistów od historii języka.
Są też w twórczości Nitscha artykuły stojące na pograniczu historii języka i dialektologii. Takimi były wspomniane już wyżej Monografie polskich cech gwarowych, gdzie autor operował faktami czerpanymi z gwar, ale i z dawnych rękopisów lub druków. Kiedy indziej, posługując się geografią zjawisk fonetycznych, rekonstruował przeszłość; tu należy głośna rozprawa pt. Z historii narzecza małopolskiego (1928) z próbą wyjaśnienia zaniku nosowości samogłosek ę ą w środkowej Małopolsce. Zwróciła ona uwagę swoją metodą. Charakter metodologiczny mają dwa artykuły napisane w związku z dyskusją o pochodzeniu języka literackiego: Co to jest dialektologia historyczna? (1948) i Co wiemy naprawdę o dialektach ludowych XVI wieku? (1953). W pierwszej pracy Nitsch sprzeciwia się nadawaniu terminowi "dialektologia historyczna" wąskiego znaczenia, mianowicie obejmowania nim wyłącznie prac opartych na faktach czerpanych z zabytków pisanych — proponując dla nich termin "dialektologia filologiczna" lub "dialektologia staropolska". Za drugą gałąź dialektologii historycznej trzeba uważać prace rekonstruujące przeszłość językową na podstawie dzisiejszego stanu w dialektach. Drugi artykuł omawiał udział poszczególnych dialektów w rozwoju języka polskiego.
Do prac z historii języka polskiego trzeba jeszcze zaliczyć ustęp kończący artykuł Jana Łosia o języku Kazań świętokrzyskich pt. Czas powstania kazań. Artykuł ten zamieszczony w wydaniu tych kazań pod red. Jana Łosia i Władysława Semkowicza (1934) nie został ukończony — autorowi przeszkodziła śmierć. Nitsch zwrócił uwagę na cechy dialektyczne w tekście kazań, dochodząc do ostrożnie wyrażonego wniosku, że autor nie pochodził z południowej Małopolski, lecz z jej północnego pogranicza z Mazowszem. Metodę Nitscha stosowano często w dyskusji nad pochodzeniem języka literackiego.
Nitsch interesował się językiem artystycznym więcej niż którykolwiek z językoznawców. Oprócz wymienionej rozprawy Z historii rymów polskich ogłosił jeszcze kilka artykułów o rymach: Nowa zasada rymowa (1920), O nowych rymach (1925), O rymach głębokich i niezupełnych (1926). Napisał artykuł pt. Metryczna niespodzianka w "Marii" Malczewskiego (1947), o języku niektórych autorów, np. Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej (1932, 1935), artykuł pt. Na marginesie autografów "Pana Tadeusza" (1934), Z zagadnień języka Mickiewicza (1934), O wierności języka Norwida (1934). Różnym wydawcom wytykał lekkomyślne "poprawianie" języka autorów przez usuwanie ich regionalizmów czy archaizmów, a także brak zrozumienia dawnej ortografii, którą się albo nieudolnie modernizuje, albo też lękliwie pozostawia cechy bezwartościowe, zmieniając na odmianę słownictwo lub końcówki fleksyjne. Pomijając wydania dokumentacyjne, lepiej jest modernizować ortografię, aby usunąć to, co było zewnętrzne, nieistotne. Te zasady są dziś powszechnie uznane, jakkolwiek nieraz nieumiejętnie stosowane.
Mogłoby się wydawać, że przy tylu różnych zajęciach, tylu publikacjach Nitsch na nic więcej nie miał czasu, a może nawet nie miał zrozumienia dla niczego, co się nie łączyło z językoznawstwem, a jednak było inaczej. Bardzo wiele czytał: czytał ukazujące się nowości, prozę i poezję, także popularne, informacyjne książki przyrodnicze i wśród przyrodników, którzy przecież byli także jego kolegami na Wydziale Filozoficznym, miał przyjaciół, jak Władysław Szafer czy Michał Siedlecki. Przyjaźnił się przede wszystkim z Janem Rozwadowskim, którego uwielbiał, z Andrzejem Gawrońskim, sanskrytologiem, którego talent i wiedzę podziwiał, także z drugim sanskrytologiem Stanisławem Schayerem, turkologiem Tadeuszem Kowalskim, z historykiem Stanisławem Zachorowskim, Karolem Potkańskim, etnografem Kazimierzem Moszyńskim, z etnografką Cezarią Ehrenkreutzową (później Jędrzejewiczową). Do grona ludzi bliskich trzeba zaliczyć Jana Łosia i Ignacego Chrzanowskiego (wbrew plotkom), a spośród uczniów przede wszystkim Antoninę Obrębską--Jabłońską. Cieszył się sympatią Marii Pawlikowskiej, zachwycał się nim Stefan Żeromski. Regularnie chodził na koncerty i ciekawsze przedstawienia teatralne. Lubił codzienne spacery, a latem turystykę górską. W lecie 1954 r., a więc mając już lat 80, wybrał się pieszo z Zakopanego do Kościeliska, aby odwiedzić kogoś, a przy tym sprawdzić swoje siły. Nie uznawał za to życia kawiarnianego.
Opiekował się nie tylko uczniami, którzy obrali drogę naukową, ale każdym, co objawił zainteresowanie językiem, jak Piotr Galas czy Eugeniusz Pawłowski, Ignacy Stein. Gdy jego rówieśnicy opuszczali ten świat, chętnie widział towarzystwo młodszych. We wdzięcznej pamięci zachowywał swoich informatorów gwarowych i niektórych z nich odwiedził po ostatniej wojnie — na Śląsku i na Warmii. W ogóle, był przyjacielem wiernym i gorącym.
Nitsch, aresztowany przez gestapo 6 listopada 1939, znalazł się 28 tegoż miesiąca w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen. W tamtejszych dramatycznych warunkach, które doprowadziły do śmierci dwudziestu uczonych wywiezionych z Krakowa, pokazało się, jakim on był człowiekiem: skromnym, zdyscyplinowanym, nie wymagającym dla siebie żadnych ulg, ani też rozpaczającym w obliczu niebezpieczeństwa. Niejeden — dawniej niechętny — teraz zmienił zdanie. Wrócił do Krakowa w lutym 1940. Gdy jego uczeń, Mieczysław Małecki, zaczął w porozumieniu z władzami uniwersytetu organizować tajne nauczanie, Nitsch z całą gotowością i bez wahań wziął w nim udział. Nieco później wystąpił z inicjatywą zebrań naukowych, do których zaprosił kolegów językoznawców i historyków literatury; odbywały się one w prywatnych mieszkaniach z zachowaniem dyskrecji. W krótkim czasie po przepędzeniu Niemców wznowił posiedzenia Wydziału Filologicznego PAU swoim odczytem, jeszcze wcześniej zarejestrował Towarzystwo Języka Polskiego i druk "Języka Polskiego". Swoją ruchliwością zyskał wielkie uznanie kół naukowych. Zmiana stosunku do niego ułatwiła jego wybór na prezesa Akademii w lutym 1946 r. Po wyborze powiedział do mnie: "Zostałem wybrany o dziesięć lat za późno, dawniej byłbym może mógł coś dla tej instytucji zrobić". Po sześciu latach musiał przeżyć gorycz zawieszenia czynności Polskiej Akademii Umiejętności (1952) i przekazania jej majątku stworzonej właśnie Polskiej Akademii Nauk (został jej wiceprezesem). Pozostające mu jeszcze lata życia poświęcił Towarzystwu Miłośników Języka Polskiego i Zakładowi Językoznawstwa PAN w Krakowie, w którym osobiście kierował przygotowaniem Małego atlasu gwar polskich i Słownika gwar polskich oraz patronował Słownikowi staropolskiemu. Był do końca przewodniczącym Komitetu Językoznawstwa PAN, który wtedy przeżywał swoje najlepsze lata.
W 1954 Nitsch obchodził osiemdziesiąte urodziny. Z tej okazji wydawnictwo Ossolineum zaproponowało mu wydanie wyboru prac naukowych. Nitsch, jak zawsze oszczędny i skrupulatny, nie włączył do niego dwu bardzo ważnych prac, mianowicie Dialektów polskich Śląska i Studiów z historii słownictwa polskiego, ponieważ ich nakłady nie były jeszcze wyczerpane. Z Mowy ludu polskiego przedrukował tylko fragment. Włączył na szczęście, dwa razy przedtem wydawane, Dialekty języka polskiego, dodawszy trochę koniecznych uzupełnień. Poza wyborem przygotował jeszcze — z ofiarną pomocą Zofii Stamirowskiej — nowe, poszerzone wydanie Wyboru polskich tekstów gwarowych.
Ulegając namowom, zaczął od 1957 r. drukować swoje wspomnienia w "Języku Polskim". Niestety, dociągnął je tylko do 1910 r., urwały się więc właśnie wtedy, gdy miał zostać profesorem UJ i nieco później członkiem PAU, a więc gdy zyskał szersze pole do działania i uczestniczył we wszystkim, co się istotnego działo w polskim językoznawstwie i w ogóle w polskiej nauce. Jest to wielka strata. Wspomnienia językoznawcy wyszły też osobno, uzupełnione jego wspomnieniami o kilku zmarłych językoznawcach. Wspomnienia własne o działalności Nitscha ogłosiła jego żona, powieściopisarka Aniela Gruszecka-Nitschowa pt. Całe życie nad przyrodą mowy polskiej (1977). I te wspomnienia nie są pełne: świetnie wypadł obraz jego wczesnych prac dialektologicznych, lecz z lat po pierwszej i drugiej wojnie światowej mamy tylko niektóre fragmenty. Nie można się temu dziwić: autorka pisała, zbliżając się ku dziewięćdziesiątce, z przerwami wywołanymi przejściowymi chorobami i w obawie, że śmierć jej nie pozwoli dzieła skończyć. Ograniczyła się tylko do naukowego życia męża, świadomie pomijając, co w życiu było nienaukowego, a zwłaszcza prywatnego.
Do 1926 r. studia uniwersyteckie były bardzo liberalne, mogły trwać dowolnie długo; w kolejności ćwiczeń i egzaminów była swoboda dość duża, po studiach absolwent nie zyskiwał żadnego tytułu, a jeśli chciał uczyć w szkołach średnich, zdawał egzamin nauczycielski. Do 1918 r. nie było nawet osobnych katedr języka polskiego. Do wykładania gramatyki był zobowiązany profesor katedry literatury polskiej i języka polskiego; w praktyce profesor był historykiem literatury. Dopiero gdy się odrodziło państwo polskie, stworzono osobne katedry dla języka. W 1926 r. wprowadzono ścisły regulamin studiów, które miały się kończyć egzaminem magisterskim i rozprawą pisemną. W regulaminie były wyraźnie oznaczone obowiązkowe ćwiczenia i egzaminy, na ogół w określonej kolejności. Studenci poloniści odnosili się do językoznawstwa z niechęcią, co się odbijało szkodliwie na wynikach ćwiczeń i egzaminów. Swoje niepowodzenia studenci przypisywali wyłącznie wymaganiom językoznawców. Na tym tle doszło do konfliktu między prof. Nitschem a Stefanem Kołaczkowskim, który w natarczywej formie domagał się nie tylko ograniczenia programu zajęć i egzaminów z języka, ale także zmiany w samym językoznawstwie, mianowicie porzucenia językoznawstwa historyczno-porównawczego, a przejścia do tzw. językoznawstwa idealistycznego, psychologizującego i estetyzującego (1934). Nitsch odpowiedział dopiero po dłuższym milczeniu artykułem pt. O językowym dziale studiów polonistycznych (1938), w którym dopuszczał możliwość pewnych zmian organizacyjno-porządkowych (nie był zwolennikiem systemu magisterskiego), ale bronił zakresu wymagań i oblicza językoznawstwa. Wspólna komisja złożona z historyków literatury i językoznawców, powołana przez ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (1938), poszła na ogół w tym kierunku, jednakże wybuch wojny nie dopuścił do zmian. Po wojnie wrócono do dawnego systemu magisterskiego, wprawdzie bez elementów greki, ale z nieco powiększonym programem językowym.

Strona główna

PornosextelefonsexSex ogłoszeniaporno