Świat mowy polskiej cz. 5
Był Nitsch w polskim językoznawstwie przez kilka dziesięcioleci pierwszą osobą. Z upływem lat ze wszystkich stron nadchodziły wyrazy uznania. Był prezesem Polskiej Akademii Umiejętności, wiceprezesem Polskiej Akademii Nauk, członkiem towarzystw naukowych we Lwowie, Warszawie, Toruniu i Poznaniu, członkiem bułgarskiej, serbskiej, słoweńskiej, radzieckiej akademii nauk, Academie des In-scriptions et Belles-Lettres w Paryżu, doktorem h.c. Sorbony, przewodniczył Głównej Komisji Ustalania Komisji Nazw Miejscowości i Obiektów Fizjograficznych przy Urzędzie Rady Ministrów, przewodniczył Komitetowi Językoznawstwa PAN i oczywiście był prezesem umiłowanego Towarzystwa Przyjaciół Języka Polskiego. Otrzymał szereg bardzo wysokich odznaczeń: polskich, bułgarskich, czeskich i serbskich.
Nitsch był od młodości krótkowidzem, w ostatnim dziesięcioleciu życia stopniowo tracił wzrok, tak że pod koniec już nie mógł czytać, musiał więc korzystać z pomocy lektorek; artykuły i listy dyktował. Na szczęście wiernie służyła mu pamięć: mógł z niej czerpać, dyktując artykuły, mógł brać udział w dyskusjach i celnie prowadzić polemiki. Wiosną 1958 r. pojawiła się choroba, która doprowadziła do zupełnego wyczerpania sił i zgonu.
W związku z jego jubileuszami (1934, 1944, 1954) i śmiercią, a potem różnymi rocznicami ukazało się wiele obszernych nekrologów, prób oceny i wspomnień. Jednym z autorów był jego uczeń, historyk literatury, Kazimierz Wyka, który się podjął oryginalnej, syntetycznej charakterystyki swojego profesora, zawsze wspominanego przezeń z szacunkiem i sentymentem. Nie będąc językoznawcą, nie próbował omawiać, a tym bardziej oceniać poszczególnych jego prac i kierunków naukowych, ale podjął próbę charakterystyki całościowej, i tym nekrolog różni się od wszystkich innych, które Nitschowi poświęcili jego uczniowie. Nekrolog jest z pewnością mało znany, więc niech mi będzie wolno poświęcić mu więcej miejsca; tym bardziej że w ten sposób ukaże się lepiej stanowisko Wyki jako biografa:
[Nitsch] należał do tych niesłychanie rzadkich uczonych, którzy obraną dyscyplinę tworzą od jej podstaw, od jej materiału rzeczowego czy też występującego w eksperymencie poczynając (...) Stworzyć dialektologię polską oznaczało w pokoleniu naukowym Nitscha z górą pół wieku temu wysłuchać umiejętnie na wszystkich obszarach ziem polskich, jak naprawdę mówi lud polski, wydobyć stąd uogólnienia opisowo-terytorialne oraz z kolei przeprowadzić interpretację genetyczno-historyczną występującego stanu zjawisk (...)
Należał zatem Nitsch do klasy takich uczonych jak Linde, Kolberg, Estreicher, którzy podobnie od podstaw tworzyli. Ze współczesnych uczonych humanistycznych nie wiem dokładnie, kogo można by tutaj wymienić jako analogię (...) Był w zakresie dialektologii niemal nieomylny (...) Nie był to teoretyk typu apriorycznego, z góry niejako, od strony powziętych założeń spozierający ku materiałowi faktycznemu (...) Gdyby zapytać, do jakiej szkoły językoznawczej go zaliczyć — chyba tylko jedna odpowiedź jest możliwa: do szkoły Wielkich Praktyków (...) Nie istnieją wszakże w nauce osiągnięcia o charakterze zasadniczym, nie istnieją Wielcy Praktycy, jeśli w ich działalności nie ujawnia się jednolita, konsekwentna, górująca postawa metodyczna (...) Co u niego było tą jednolitą postawą metodyczną? Gdzie ją wykryć?
Wydaje się, że jednolitą postawę wykryć można w stosunku Nitscha do opisywanego faktu językowego, czy będzie tym faktem cecha gwarowa, czy też historyczny rozwój danego wyrazu. Gdyby szukać analogii dla tego stosunku, analogii filozoficznej i metodologicznej, należałoby ją chyba wskazać w tym, co Tadeusz Kotarbiński nazywa "postawą reistyczną", w ogóle w reizmie tego uczonego jako systemie orzeczeń o rzeczywistości.
Nie liczyła się w jego umysłowości żadna teoria, która z faktu tego nie wynikała do niego nie powracała jako do sprawdzianu ostatecznego. Język w ogóle był dla Nitscha jako badacza przede wszystkim zespołem faktów tak pojmowanych, zastępników rzeczy, a nie tyle procesów, struktur etc. Te ostatnie pojawiają się u niego głównie w służbie faktów, a nie w postaci samodzielnej i wyizolowanej ("Nowa Kultura" IX, 1958, nr 41).
Myślę, że po ostatniej sesji poświęconej pamięci Nitscha Wyka wniósłby jeszcze do tej charakterystyki pewne retusze na korzyść Nitscha: referaty Karola Dejny, Huberta Górnowicza, Aleksandra Wilkonia uwypukliły wysoką świadomość teoretyczną, dostrzegalną w jego pracach1. Żaden jednak z biografów Nitscha nie spojrzał na jego naukową działalność od strony filozoficznej jak Wyka. Z wielkim sentymentem wspomnienia o "srogim" Nitschu napisało jeszcze dwóch jego uczniów, nie będących językoznawcami: Wiktor Wein-traub i Jan Bielatowicz2. Jako zapalonego nauczyciela wspomina go Karol Wojtyła w listach do Mieczysława Kotlarczyka (w Kalendarium Jana Pawła II, opracowanym przez o. Adama Bonieckiego).
Niniejsza książka zawiera przede wszystkim te prace Nitscha, które się ukazały po wyjściu jego Wyboru pism polonistycznych, także te, które on w Wyborze pominął, choć na przedruk zasługiwały; są to: Mowa ludu polskiego, Dzisiejszy system głoskowy, Studia z historii polskiego słownictwa. W ten sposób reprezentowane tu są trzy ważne działy twórczości tego uczonego: dialektologia, język literacki, historia polskiego słownictwa, tak literackiego, jak gwarowego, tak dawnego, jak współczesnego. Pominięto prace bardzo specjalne, trudne, jak i wielkie monografie, jak Dialekty języka polskiego lub opisy gwar Prus (Pomorza) Zachodnich, Wschodnich i Śląska.
Profesor Nitsch miał zawsze swój oryginalny styl, cechujący się zwięzłością, czasem rzadko spotykaną składnią, styl, który dziś w wielu miejscach może się wydać staroświeckim. Nie może to dziwić, gdy zważymy, że jego język wykształcił się w ostatnich latach tamtego stulecia, a najważniejsza część tomu Mowa ludu polskiego została napisana i ogłoszona w 1910 r., a więc przeszło 80 lat temu! Redakcja nie czuła się upoważniona do modernizacji tekstu; podobnie postąpili, i słusznie, redaktorzy wyborów prac Aleksandra Brucknera. Również bez zmiany zostawiła redakcja użyte przez Nitscha nazwy krajów i miejscowości, choć nie są już dziś używane; to przecież byłoby śmieszne w tekście z 1910 r. wstawiać nazwę Mrągowo lub Kętrzyn, skoro wiadomo, że zostały one utworzone dopiero w 1946 r., podobnie nie można by twierdzić, że zachodnią granicą polszczyzny jest Nysa. Oczywiście pozostawiamy takie nazwy jak Galicja, Królestwo Polskie "Kongresowe" i podawane przez autora granice administracyjne.
W przedrukowanych tu Studiach z historii polskiego słownictwa Nitsch użył wielu skrótów w tytułach cytowanych prac naukowych, w drobnych wskazówkach technicznych, jak u. s., czyli ut supra — "jak wyżej", lub ex. — exiens — "końcowy", ale ich rozwiązanie uważał za zbędne. Nie rozwiązujemy skrótów, które autor przejął wraz z cytatami ze Słownika Lindego i innych. W miarę możliwości inne skróty zostały rozwiązane (zob. w wykazie); niektórych rozwiązać się nie dało, zapewne też to i owo zostało przeoczone w tłumie cytatów. Z góry Czytelnika za te niedogodności przepraszamy. Odszkodowaniem za te usterki niech będą dodatkowe informacje redaktora naukowego, wstępiki do niektórych artykułów i ta dość długa opowieść o życiu i działalności Kazimierza Nitscha. Bibliografia prac została tu zredukowana do minimum (1/5 całości). Dodano też w wyborze bibliografię wypowiedzi o Nitschu; jest ich mimo to dużo — godne zalecenia są przede wszystkim wspomnienia zawarte w zeszytach "Języka Polskiego" dedykowanych Nitschowi: w roczniku XXXIV, 1954, s. 1-64, i XXXIX, 1959, s. 242, 321-325. Przypisy redaktora naukowego znaczone są gwiazdką.