Menu

Polecamy

Rozdział I Popularne pojęcia o mowie ludowej. Określenie naukowe. Historia i dzisiejszy stan dialektologii polskiej. Metody badań gwarowych. cz. 3


Co do rozróżniania wyrazów jak dialekt, narzecze, gwara itd., nadmienię tylko, że jest ono dość dowolne. Tylko o gwarze powiedzieć można, że pospolicie uważa się ją za poddział narzecza, większą stanowiącego całość. Dialekt jest nazwą zupełnie ogólną, oznaczającą odmianę języka bez względu na jej jakość i wielkość zakresu.
Skoro liczba dialektów, w znaczeniu omówionym poprzednio, jest w języku polskim, jak i w każdym innym, ogromna, przeto konieczne jest jakieś uporządkowanie — podział najpierw na grupy większe, zasadniczo może między sobą różne. Takich odrębnych typów, ujętych oczywiście nie z jednego punktu widzenia, można by u nas przyjąć trzy, a mianowicie: 1) gwary ludowe na obszarze etnograficznym Polski, 2) różne odmiany dialektu kulturalnego, zwanego językiem literackim, 3) mowę Polaków na obczyźnie. Rzecz prosta, że między tymi grupami jest mnóstwo pośrednich, łączących je odmian mowy, ale mimo wszystko można je uważać za typy różniące się zasadniczo tak swym charakterem dzisiejszym, jak sposobem powstania i wartością dla nauki. Zwykle rozważa się w dialektologii tylko pierwszy dział, a chociaż i ja w dalszym ciągu nim się szczególnie zajmę, chciałbym jednak ostrzec przed pomijaniem i odmawianiem znaczenia dwu innym.
W dziale drugim nie idzie o indywidualne odmiany języka literackiego, ale o te prowincjonalne odcienie, zwane czasem "akcentem", które w jednolitej na pozór warstwie wykształconej pozwalają wyróżnić człowieka według jego pochodzenia. Jakkolwiek na etnograficznym obszarze Polski bardzo drobne, są one tym ważne, że nawet po miastach pozostają w związku z niektórymi właściwościami otaczających je gwar ludowych. Należy tu też mowa wszystkich tych ludzi, którzy, nie zawsze z powodzeniem, starają się mówić dialektem kulturalnym, a więc o niższą ludność drobnomieszczańską, rzemieślniczo-robotniczą i o służbę. Bo nawet małomiejskie dialekty wyraźnie nieraz odrzynają się od otaczających wiejskich. Z dopiero co wypowiedzianej uwagi o tzw. "akcencie" klas inteligenckich wynika, że idzie tu nie tyle o jakiś samorzutny rozwój, ile o znaczny wpływ, jaki na nie wywiera mowa literacka, czy to za pośrednictwem szkoły, czy wskutek bezpośredniego obcowania z osobnikami sfer wyższych. Ten typ dialektów, nie dający się badać bez uwzględniania języka literackiego, u nas jeszcze stosunkowo nieliczny, ma jednak przed sobą przyszłość, a w wielu społeczeństwach zachodnich zagarnia coraz szersze kręgi kosztem pierwotnych gwar wiejskich. Czasem jest on rezultatem zetknięcia się mowy ludowej z literacką, to znów raczej niejako obniżeniem, spospolitowaniem się języka książkowego, a dzieli się na mnóstwo grup niekoniecznie lokalnych, owszem bardzo często tworzących się według zawodów. Tu należy polszczyzna tych sfer żydowskich, które w życiu domowym używają jidysz, a także różne mowy na wpół tajne, jak studencka, aktorska, do pewnego stopnia nawet ulicznikowska, znana z pism humorystycznych (pomijam odrębny zupełnie szwargot złodziejski). Opracowań naukowych tego działu prawie że nie ma: niewielka pozornie różnica od mowy książkowej nie zachęca do badania, zwłaszcza że wobec jego młodszości chronologicznej mało stąd płynie pożytku dla historii języka, nie można z tej strony oczekiwać wyjaśnienia dawnych jego zjawisk.
Trzecim działem jest mowa Polaków na obczyźnie, a zatem dialekty mniej lub więcej mieszane z językami obcymi, z którymi w nieustannej pozostają styczności. Tu można by wyróżnić dwie główne grupy: wschodnią, a więc mowę Polaków rozsianych po obszarach ruskim i litewskim, i zachodnią, mianowicie mowę robotników polskich w Niemczech, Stanach Zjednoczonych, może w Paranie. Różnią się one zasadniczo warunkami powstawania. Pierwsza ma już za sobą długą historię, a przesiąkanie wpływów obcych odbywało się w niej powoli, tak wskutek wyższości kulturalnej Polaków, jak i wskutek powolnego tempa dawnych stosunków gospodarczych. Dla charakteru jej ważne jest, że wpływały tu przede wszystkim języki ruskie, a więc pokrewne. Tu też istnieje typ ludzi pochodzenia ruskiego lub litewskiego, którzy nauczywszy się nawet biegle po polsku, wprowadzili jednak do tej mowy mnóstwo swych dawniejszych przyzwyczajeń językowych. — Inny jest typ zachodni, na wskroś współczesny: to mowa mieszana, tworząca się w bystrym prądzie dzisiejszego życia przemysłowego i pod wpływem języków kulturalnie wyższych, a zupełnie obcych: niemieckiego i angielskiego; wyjątek stanowi Parana. — Cały ten dział znany jest nieco lepiej z tego względu, że ogromne w obu razach "skażenie" języka pobudzało jednostki do walki z tym złem. Z książek dawniejszych przede wszystkim rusycyzmami zajmują się Błędy nasze Aleksandra Walickiego (1876), zbiory amerykanizmów znaleźć można w wydawanym od niedawna w Millwaukee przez ks. Górala "Orędowniku Językowym dla Wychodztwa Polskiego w Ameryce". Wszystko to jednak jest zaledwie garścią materiału, a praca, podjęta w celu patriotycznym, przy całej swej wartości narodowej nie wystarcza pod względem naukowym, z natury rzeczy nie mogąc spokojnie badać bardzo ciekawego zjawiska mieszania się języków, którego bolesnym dla nas, ale często nieuniknionym końcem jest zupełna asymilacja i utonięcie w mowie kulturalnie lub państwowo silniejszej. Najważniejszym działem są gwary wiejskie etnograficznego obszaru Polski, gwary przede wszystkim tą nazwą obejmowane. Nimi zajmuje się jeszcze najczęściej tak ogół, jak nauka, i nie bez przyczyny. Jakkolwiek bowiem z przedmiotowego punktu widzenia wszystkie wspomniane wyżej zjawiska są równie ważne dla językoznawstwa ogólnego, to dla znajomości polszczyzny ta grupa szczególne ma znaczenie. Tylko tutaj bowiem mamy do czynienia z rozwojem zupełnie samodzielnym, ze zjawiskami będącymi nieprzerwanym dalszym ciągiem stanów bardzo nieraz dawnych, często dawniejszych niż epoka powstania języka literackiego, którego wpływ na nie dziś dopiero zaczyna się szerzyć. Jakkolwiek bowiem zawsze istniały różnorodne wpływy obce (np. kolonistów niemieckich) i mieszaniny języków, a choćby tylko dialektów tej samej mowy, to przecież na ogół biorąc lud polski mieszka w swoich odwiecznych siedzibach. Nie było u nas np. najazdów i podbojów tureckich, które wypędzały daleko na północ całe okolice bułgarskie lub serbskie, wywołując tym, jak i późniejszym — po upadku Turcji — ruchem wstecznym, niesłychane w ich terytorialnym ugrupowaniu pomieszanie. Kilkowiekowe poddaństwo uniemożliwiło przenoszenie się większych grup, odrębna zaś mowa kilku przybyszów tonęła oczywiście w otaczającym dialekcie. Zmienia się to dopiero w ostatnich czasach, zwłaszcza w Wielkopolsce i Prusiech Zachodnich, na wytworzenie się więc jakichś mieszanych, ale określonych typów mowy nie było jeszcze czasu. Stąd też pochodzi i pewne znaczenie rezultatów badań gwaroznawczych dla historii pierwotnego rozmieszczenia i rozszerzenia się przez kolonizację plemion polskich; nieraz np. można na ich podstawie pociągnąć granicę między ludnością odwiecznie na polskim siedzącą gruncie a spolszczoną czy też polską, lecz później w tej miejsca przybyłą; da się to powiedzieć o granicy polsko-ruskiej i o całym pasie północnym, od Kociewia aż po Podlasie.
Jakaż jest historia i stan dzisiejszy badań nad mową ludową w Polsce? Rozpoczął je w r. 1869 prof. Lucjan Malinowski kilko-miesięczną podróżą naukową po Śląsku. Wprawdzie rezultatu tych studiów przeważnie do śmierci nie ogłosił, ale częściowe ich opracowanie, niewielka książeczka wydana w Lipsku w r. 1873 pt. Beitrdge zur slavischen Dialektologie. I. Ober die Oppelnsche Mundart in Oberschlesien, ma dla omawianej nauki pierwszorzędne, epokowe znaczenie. Uwydatnia się ono jeszcze lepiej, gdy się zważy, że równocześnie z tą podróżą naukową wyszła w Krakowie Rzecz o dialektach mowy polskiej Wincentego Pola, zdumiewająca brakiem wszelkiej naukowej podstawy, tak co do faktów gwarowych, jak i co do zapatrywań na istotę języka w ogóle. Pisał to wprawdzie poeta, będący jednak także profesorem geografii w uniwersytecie. Otóż w pracy Malinowskiego po raz pierwszy zastosowano do badania gwary polskiej metodę ściśle naukową, polegającą przede wszystkim na dokładnej obserwacji każdego dźwięku, po wtóre zaś na systematycznym zestawieniu form gwarowych nie tylko z literackimi, ale i ze starosłowiańskimi. Opracowanie to stało się wzorem dla innych, prof. Malinowski bowiem, objąwszy w uniwersytecie krakowskim katedrę języków słowiańskich, szczególniejszą uwagę poświęcił dialektologii. Z tej szkoły wyszły między innymi studia Jana Bystronia, Władysława Kosińskiego, Romana Zawilińskiego, Stanisława Dobrzyckiego (drukowane w wydawnictwach Akademii Umiejętności). Dały one obraz wielu gwar, dostarczyły niemało krytycznie opracowanego materiału, ale zajmując się bez wyjątku jedną lub kilku sąsiednimi wsiami, opisały zaledwie cząstkę zaboru austriackiego, skąd prawie wyłącznie czerpały. Znacznie mniej zajmowano się innymi częściami Polski: studium Jana Leciejewskiego o jednej z gwar wielkopolskich było do niedawna jedynym na cały zabór pruski prócz Śląska, a do dziś jedyną wartościową dla całego Królestwa została praca Jana Łosia o gwarze opoczyńskiej. Wszystkie bowiem drobne notatki czy obszerne zbiory opowiadań ludowych, pomieszczane za staraniem śp. Jana Karłowicza w "Wiśle", mają pod tym względem wartość minimalną: tyle zresztą zasłużony redaktor czasopisma nie umiał ani ułożyć systematycznego planu, ani wykształcić współpracowników, nie spostrzegł, że luźne zapiski, dokonywane przez ludzi chętnych, ale często bez najmniejszego przygotowania językoznawczego, nawet materiału naukowo pewnego dostarczyć nie zdołają. Pod jednym tylko względem nie można ich lekceważyć, mianowicie co do zebrania tam znacznego zapasu leksykalnego; wszedł on w skład Słownika gwar polskich Karłowicza, obejmującego dotąd w pięciu tomach wyrazy zaczynające się na litery od A do T. Dzieło to, które na długo zostanie ważnym źródłem dla słownictwa ludowego, nie może jednak służyć do poznania istoty gwar, tj. ich systemu gramatycznego.
Trzydzieści lat trwała w gwaroznawstwie epoka Malinowskiego, nic więc dziwnego, że nie odpowiadała już nowym potrzebom. Zwrot dokonał się w dwu kierunkach: w ściślejszym określaniu dźwięków i zjawisk gramatycznych, do czego podstawę dał prof. Jan Rozwadowski swoim Szkicem wymowy polskiej, po drugie zaś zarzuceniem systemu opracowania mowy jednej wsi, do czego pierwszy krok dałem obszerną pracą pt. Dialekty polskie Prus Wschodnich. (Prace te mieszczą się w Materiałach i Pracach Komisji Językowej Akademii Umiejętności, organie niejako nowej dialektologii polskiej, których dotąd wyszły cztery tomy). Do takiego systematycznego zbadania całej prowincji, na co pół roku poświęciłem czasu, skłoniło mnie rozważanie tej okoliczności, że gdybyśmy nadal badali mowę ludową w dotychczasowym tempie, to do jakiej takiej chociażby znajomości całego obszaru polskiego nie doszlibyśmy nigdy. Poświęciwszy znów pół roku na Śląsk, Mazury, Warmię i nie ogłoszoną jeszcze Wielkopolskę, mogłem dać opis narzeczy Polski pruskiej, gdy poprzednia epoka zdobyła się z całego tego wielkiego terytorium na dwie tylko specjalne rozprawy. Rzecz prosta, że przy badaniu wielkich obszarów musi się poprzestać na ogólnej charakterystyce, opartej na kilkunastu studiach szczegółowych i szeregu luźnych notatek, ale dalsza praca, dla której tak wiele jeszcze zostaje pola, będzie się przynajmniej mogła o coś oprzeć, będzie wiedziała, w którą stronę zwrócić swą uwagę. Odbywszy prócz tego sporo naukowych wycieczek po różnych stronach Kongresówki, po części i Galicji, mogłem przystąpić wreszcie do jakiej takiej syntezy i ogłosiłem Próbę ugrupowania gwar polskich (Rozprawy Wydziału Filologicznego AU, t. 47, 1910, też osobna odbitka). Ze względów metodycznych oparłem ją wyłącznie na cechach głosowych, które — rzecz prosta — nie wyczerpują całej istoty gwar, są jednak ze wszystkich działów gramatyki najważniejsze.

Strona główna

Sex ofertySex randkisexpornosex