Menu

Polecamy

Rozdział I Popularne pojęcia o mowie ludowej. Określenie naukowe. Historia i dzisiejszy stan dialektologii polskiej. Metody badań gwarowych. cz. 5


Obok ścisłego określenia zjawisk gwarowych niezbędne jest też dokładne oznaczenie ich rozprzestrzenienia. O ważności geografii wyrazów będzie jeszcze osobno mowa niżej. Tutaj już jednak muszę podkreślić, że każda cecha językowa: głosowa, morfologiczna czy składniowa, inne ma granice; rzadko się zdarza, by choć dwie z nich we wszystkich kierunkach sięgały tak samo daleko. Mapa istniejących narzeczy nie może się więc przedstawiać jako kilka różnokolorowych płaszczyzn, niejako prowincji językowych, lecz jako sieć mnóstwa linii, w rozmaitych biegnących kierunkach i rozmaicie się ze sobą krzyżujących. Niektóre miejsca mapy będą od tych linii pełnie wolne, inne zaś gęsto nimi poprzecinane. Wniosek stąd jasny: zawsze wskazują okolice językowo jednolite, stanowią zamknięte sobie całości, drugie, zwłaszcza jeżeli kilka kresek biegnie mniej cej równolegle, uważać trzeba za granice narzeczy. Wreszcie, nie każda wieś i nie każdy wieśniak stosownymi są do inia obiektami. Zwłaszcza dziś, przy żywym ruchu emigracyjnym Izie do oświaty, trzeba bacznie uważać, by nie wziąć za pierwotne >owe takich zjawisk, co świeżo powstały pod działaniem tych czy innych jeszcze czynników.
Przystępując do omówienia niektórych cech głosowych naszej mowy ludowej, muszę je poprzedzić kilku choć słowami o istocie tych zjawisk w ogóle. Nie idzie mi przy tym wcale o zasadnicze określenie i objaśnianie tych procesów — rzecz to stanowczo zbyt trudna i złożona, by ją można tak przygodnie traktować w książce popularnej — chcę tylko usunąć pewne często u publiczności spotykane fałszywe o tym przedmiocie opinie. Z naciskiem więc zaznaczyć muszę, że 1) zmiany głosowe nigdy nie są rezultatem jakiejś nieświadomości czy nieumiejętności "dobrego" mówienia, że nie powstają nigdy z lenistwa, a rzadko nawet dla ułatwienia wymowy, i 2) że są niemal bezwyjątkowe. Tej drugiej cechy nie można oczywiście brać w znaczeniu tak ścisłym, jak np. przy prawach fizycznych. Kto chciałby się z tą kwestią bliżej zapoznać, temu polecam jedyny w literaturze polskiej artykuł O prawach głosowych prof. Baudouina de Courtenay (w t. III "Rocznika Slawistycznego" 1910), tutaj zaś ograniczę się do następującego elementarnego stwierdzenia faktów. Jeśli dana głoska ulega w pewnej epoce języka czy w pewnym dialekcie zmianie, to zmiana ta następuje we wszystkich wyrazach i formach, w których mamy zupełnie te same warunki. Jest to, jak widzimy, zasadniczy postulat umysłowy jakiejkolwiek nauki ścisłej, który jednak w praktyce różnym ulega modyfikacjom. Z dość licznych wszędzie do tej teoretycznej bezwyjątkowości odstępstw przeważna część tłumaczy się tzw. analogią, o czym będzie jeszcze niżej, a czego jeden przykład tu podam. Jeśli mianowicie prasłowiańskie e przeszło w języku polskim przed spółgłoskami przedniojęzykowymi niepodniebiennymi ["twardymi"] w o, to stało się to zawsze: w koniugacji obok niesie, bierze mamy w takich razach niosę, biorę, w deklinacji na czele, ale czoło; jeśli zaś obok na czele spotykamy na czole (ze zróżniczkowaniem znaczenia) lub jeśli tak często słyszymy niesę, bierę, to stało się to przez wyrównanie do innych form tegoż wzoru deklinacyjnego czy koniugacyjnego, niesę pod wpływem niesiesz, niesiecie, na czole pod wpływem czoło, czoła, czołu itp. Wiele tzw. wyjątków tłumaczy się też mieszaniną, nie ma bowiem mowy, która by nie uległa wpływom sąsiednich języków czy dialektów.
Nigdy natomiast nie czyni wyłomu w ipH — fonetycznym dążność Ho — wyrazów kosz i kos, płaczę i płacę w gwarach nie mających sz cz jest rzeczą zupełnie pospolitą, tak jak i w języku literackim, gdzie dzisiejsza trójznaczność wyrazu brzmiącego buk nigdy chyba nie wywołuje nieporozumienia. Jeżeli indywidualnie, w specjalnej sytuacji, zależy na zachowaniu różnicy znaczenia, czyni się to inaczej, przez opisanie. Tak np. w pewnej gwarze, zmieniającej stale każde e przed spółgłoskami nosowymi na a, przetłumaczyli mi chłopcy niemieckie er geht mit mir jako on idzie zajmnę, gdym im zaś bezpośrednio potem kazał przełożyć er geht hinter mir, wtedy część ich tłumaczyła tak samo, aż jeden dowcipniejszy powiedział: on idzie w tyle mnie. Przykład to i przypadek bardzo typowy.
Jeżeli mimo takiej stałości zmian spotka się nieraz trudne do objaśnienia odstępstwo, to się teoretycznej zasadzie wcale nie sprzeciwia, bo przecież wszystkich współdziałających w danym razie wpływów i okoliczności nigdy znać nie możemy. Jakkolwiek się zresztą ta rzecz ma, pozostaje faktem, że ta "hipoteza" bezwyjątkowości przy naukowym badaniu języka ogromne oddaje usługi.

Strona główna

sextelefonSex randkipornoSex ofertysex