Menu

Polecamy

Rozdział II. Cechy głosowe gwar polskich: pełnogłoski ścieśnione i nosowe, tzw. mazurzenie, spółgłoski podniebienne: wargowe i tylnojęzykowe, zmiany międzywyrazowe, akcent


Jakież są główne cechy głosowe mowy ludowej na całym obszarze Polski lub w pewnych jej okolicach? Przyjrzyjmy się niektórym z nich.
W zakresie pełnogłosek (samogłosek) najwyraźniejszą może jest ich ścieśnianie (nie wiadomo dlaczego zwane też "pochylaniem"), tj. zastępowanie ich w pewnych ściśle określić się dających razach przez pełnogłoski o "ścieśnionym", węższym kanale ustnym. Według tego tylnej niskiej (tj. powstającej w tyle jamy ustnej przy niskim położeniu języka) pełnogłosce a odpowiada jako ścieśniona tylna średnia o, jej zaś jako ścieśnione — tylne wysokie u; do przedniego średniego e ścieśnionym jest przednie wysokie y (po spółgłoskach podniebiennych /); pozornie wbrew tej zasadzie odpowiada tu przedniemu średniemu ę tylne średnie c (pisane ą), co niżej wyjaśnię; wreszcie przednie wysokie / y i tylne wysokie u ścieśnionych mieć oczywiście nie mogą. Porównanie z innymi językami słowiańskimi poucza, że te ścieśnienia są następstwem istniejącej niegdyś w języku polskim długości pełnogłosek. Ale to sprawa zawiła. Dzisiaj jedyną pozycją, możliwą do ujęcia bez specjalnych studiów, są końcowe zgłoski zamknięte spółgłoskami dźwięcznymi.
Które zaś z nich są dźwięczne, to stwierdzić może łatwo każdy, wymawiając następujące dwójki:
ptkfsszśc cz ć b d g w z ź ź dz dź dź.
Ogromna większość Polaków zauważy tu przez prostą obserwację, przez eksperyment na sobie samym, że między każdą spółgłoską pierwszego szeregu a odpowiadającą jej w szeregu dolnym ta sama zachodzi różnica. Można to stwierdzić, choć się nawet nie umie podać przyczyny różnicy, co zresztą wcale nie jest rzeczą trudną: dość położyć przy wymowie tych głosek palec na krtani, by przy drugim szeregu odczuć wyraźne drgania, pochodzące od wprawionych prądem wydychanego powietrza w muzykalny ruch tzw. wiązadeł głosowych, drgania, właściwe też wszystkim pełnogłoskom. — To stwierdzenie genezy różnicy, jej przyczyny ruchowej. Można ją jednak sprawdzić także sposobem akustycznym, mianowicie próbą szeptania (tj. mówienia bezdźwięcznego, wcale nie identycznego ze zwykłym cichym mówieniem). Okaże się wtedy, że żadnej z głosek dolnego szeregu nie można wymówić szeptem: każda z nich przechodzi w takim razie w odpowiadającą jej bezdźwięczną, a to samo dzieje się też z nią w języku polskim na końcu wyrazu, gdzie słyszymy gat, ras, nósz, gołąp, gwóść, mimo że w innych przypadkach nie tylko na piśmie, ale i w mowie mamy wyraźne gady, razy, noże, gołębia, gwoździem (nie jest to wcale konieczność językowa, skoro nie mają jej np. Francuzi lub Ukraińcy, a także ukraińscy Polacy).
Po tym ustępie z fizjologii głosu powróćmy do pełnogłosek ścieśnionych. Zestawienie form
bóp rot rók wós mnósz wóc gwóść bo-bu ro-dy ro-gi wo-zem mno-zę wo-dza gwo-idzie z takimi jak
pop kot rok nos kosz moc kość po-pa ko-ta ro-ku no-sy ko-szyk mo-cy ko-ści lub też
głąp skąt krąk ksiąc wasz bąć głę-bi kę-dy krę-gu księ-dza wę-ie bę-dzie z takimi jak
strzęp pręt pęk kęs obręcz kręć strzę-pek prę-ty pę-ku kę-sa obrę-czy krę-ci uwidocznia jasno zasadę. Tak wyraźna jest ona w dzisiejszym pisanym języku literackim tylko przy o-óię-ą, jeżeli jednak wyjdziemy z tego ciasnego koła, zobaczymy ją przeprowadzaną konsekwentnie i gdzie indziej. Przede wszystkim już w "żywym", mówionym języku ogromnej większości klas wykształconych słyszymy do dziś dnia chleb (tj. chlip) - chleba obok cep - cepy, jedz - jedzą obok piec - pieca, często też jeż - jeża obok spiesz - spieszyć, u ludu nadto stale brzeg - brzegu obok sąsiek - sąsieka, niedźwiedź - niedźwiedzie obok leć - lecisz itp. Przejdźmy do a i jego odpowiednika a (skłaniającego się w wymowie ku o, często nawet mu równemu). Tutaj jesteśmy ograniczeni na sam już tylko język ludowy, gdzie znów według tej samej zasady mamy jedwap jedwa-biu obok okap oka-pu, gat ga-dy obok brat bra-ta, tdrk targu obok kark kar-ku, obrds obra-zu obok czas cza-su.
Widzimy więc, że gwary są tu bez porównania konsekwentniejsze od języka literackiego, że jemu raczej można by w tym razie dać nazwę "zepsutego", i to tym bardziej, że w dawniejszej epoce takim nie był. Do XVII w. bowiem istniało w nim nie tylko ó i e (nie odróżniane zwykle w piśmie od o e), ale także a, oznaczane przez a, gdy naszego a literą było a. Istniało ono wtedy w całej pełni, nie tylko w omawianej kategorii. Kochanowski więc czy Skarga mówili obrds, zjdtl, dobra rola, do kazania, prawda, czarny ptak, piasek, ja, dla, zagon, nawóz itp., zupełnie jak dzisiejszy chłop, i wcale to nie uchodziło za brzydkie.
Ale dajmy pokój estetyce, skoro mamy tu dwa wręcz odmienne punkty widzenia: według jednych ładne to, co nie wychodzi poza zwykły strychulec, według drugich — piękno zależne od indywidualności. Wielu ludzi uważa jednak te formy nie tylko za brzydkie, ale i za niepoprawne, za złe. O ile chodzi tu o d, co dawno już z języka literackiego bez śladu ustąpiło, musimy się na to zgodzić. Ale co do e? Czy można uważać za niepoprawną wymowę chleb, mleko, zjedz, świeca, skoro ona jest jedną z istotnych cech języka polskiego, tak dobrze uzasadnioną jak ó lub ą, i skoro od wieków tak mówi nie tylko niemal cały lud, ale i przeważna część inteligencji? Że pod wpływem pisma, skąd za naszej jeszcze pamięci wyrzucono znak e, zniknie ono kiedyś i w żywym języku, to bardzo prawdopodobne — choć nawet w klasach wykształconych w niektórych często używanych wyrazach zostanie zapewne przez kilka jeszcze pokoleń, ale zajadłe tępienie go, wykonywane zwłaszcza przez niektóre nauczycielki, dowodzi tylko braku głębszej znajomości języka polskiego, wiara zaś w możność szybkiego wytępienia — pewnej naiwności w ogólnych poglądach na fakty językowe. Istotnie, trudno wybrać sobie bardziej błahe pole do pracy!
Jakiż jest stan pełnogłosek ścieśnionych w dialektach polskich? Zwrócić tu trzeba uwagę na dwa punkty. Pierwszym jest różny stopień ścieśnienia: w jednych gwarach wymawia się kowal, gadacie, dobra trawa z a różnym od o, bliższym a (tak np. Kurpie, znaczna część Mazurów pruskich, Warmiacy); w innych jak ou, a więc ptouk, zielonou trouwa (tak na zachodzie Polski, w znacznej części Śląska i Wielkopolski), nawet jak niemieckie ó: ptók, prówda (część Kaszubów); w środku Polski najczęściej nie różni się ono od o: kowol, bioło koza.
Drugą kwestią jest samo istnienie tego ścieśnienia: bo chociaż wymowa czarny ptak jest tak typowo ludowa, to przecież nie jest ona bezwyjątkową. Zachodzi tu jednak fakt uderzający. Oto formy kowal, zielona trawa, gadacie właściwe są wyłącznie kilku późniejszym gwarom polskim, co do których historycznie da się wykazać, że powstały na obszarach później zajętych przez Polaków, pierwotnie zaś pruskich lub ruskich (zob. na mapie na końcu książki pod opaską); zupełnie zaś nie istnieje w odwiecznych krajach polskich: w Wielkopolsce, Małopolsce, na Śląsku, bliższym Mazowszu, na Kaszubach. Wymowa zamek, prawda jest tu tak powszechna, że trafia się nawet w małych miasteczkach, chcących zwykle odróżnić się mową od chłopów, a więc i pozbyć się tej właśnie typowo "chłopskiej" cechy, u proletariatu miast większych (np. w Krakowie), tu i ówdzie nawet u mniej kulturalnych obywateli ziemskich (np. w Wielkopolsce). Jakże objaśnić ten dziwny fakt, że jedna z najbardziej "rażących" cech wymowy ludowej zniknęła wyłącznie na późniejszych kresach Polski? Czyżby to był wpływ wyższej oświaty, bardziej rozwiniętego czytelnictwa? Wiemy dobrze, że tak nie jest nawet w pobliżu Warszawy, a cóż dopiero mówić o Malborskiem, Podlasiu lub o Mazurach pruskich. Ale i fakty czysto językowe dowodzą, że mowy tu nie ma o wpływie języka klas wykształconych. Bo wszędzie tam, gdzie się dziś z tym wpływem spotykamy, dotyczy on wyłącznie bardziej oświeconych jednostek, a nawet u nich nie ogarnia od razu wszystkich wyrazów: oświecony chłop małopolski unika nieraz a, ale w dłuższej rozmowie raz po raz wyrwie mu się ono jeszcze w tym lub owym wyrazie. Nic podobnego nie spotka się w gwarach nie mających a; nawet najzacofańszy analfabeta nie powie tam nigdy ptak ani piasek.
Jakaż więc przyczyna tego zjawiska? Bez absolutnej pewności, ale z wielkim prawdopodobieństwem postawić można następującą hipotezę. Kraje nie znające a zamieszkane były pierwotnie przez ludy litewskie, i to na północ od ziemi chełmińsko-dobrzyńskiej przez Prusaków, na Podlasiu przez Jadźwingów. Pozostałe ich resztki, przyjmując przy polskiej kolonizacji kraju nowy język i oczywiście dostosowując go do swoich właściwości wymowy (fakt w takich warunkach pospolity), nie rozróżniały w nim a od a, tak jak my np. nie słyszymy różnicy między niektórymi dźwiękami angielskimi. Że to a w języku kolonizujących te strony Polaków istniało, dowodem fakt, że nawet w omawianych gwarach zachowało się ono przed spółgłoskami nosowymi, np. sam, pan, zamek, bocian, złamać, gdy na a spółgłoska nosowa żadnego tam nie wywiera wpływu: pana, siano, sama, tam. (Z tym wpływem nosowych na pełnogłoski spotkamy się jeszcze niżej). Tegoż dowodzi uderzający fakt, że między dwoma obszarami nie mającymi a znajduje się trzeci, który je zachował (Kurpie, środkowa część Mazowsza pruskiego, Warmia z Ostródzkiem). Podanej hipotezie bynajmniej się on nie sprzeciwia: możliwe, że w tych okolicach ludność pierwotna albo zupełnie wyginęła, albo napływ polski był prędszy i liczniejszy, a więc odporniejszy na językowe wpływy pruskie czy jadźwińskie, albo ... Nie znając szczegółowej historii osiedlenia tych krajów, nic pewnego o tym powiedzieć nie można. — Znamy natomiast najdawniejszą przeszłość Kociewia, o tyle przynajmniej, że (prócz może bardzo nielicznych osad) nigdy tam nie mieszkali Prusacy, lecz Pomorzanie, przodkowie dzisiejszych Kaszubów. Dzisiejsze jednak cechy językowe (nie tylko brak d, ale i kilka innych) bezwzględnie zakazują łączyć ten kraj nie tylko z Kaszubami, od których się on mową niesłychanie jaskrawo odrzyna, ale nawet z przyległymi częściami Wielkopolski: Krajną i Borami Tucholskimi, natomiast ponad wszelką wątpliwość wiążą go z gwarami polskimi po prawej stronie Wisły. Tu mimo milczenia historii na pewno stwierdzić możemy, że ludność Kociewia w znacznej części z drugiej strony Wisły przybyć musiała.

Strona główna

Sex ofertySex randkisexpornosex