Menu

Polecamy

Rozdział II. Cechy głosowe gwar polskich: pełnogłoski ścieśnione i nosowe, tzw. mazurzenie, spółgłoski podniebienne: wargowe i tylnojęzykowe, zmiany międzywyrazowe, akcent cz. 3


Dzisiejsze rozmieszczenie wymowy ę bardzo jest ciekawe. Zajmuje ona całą Wielką i Małą Polskę aż po Noteć i Wisłę, na południe od Krakowa jednak dotarła tylko po Myślenice, nie ogarnęła wreszcie Śląska. Jest to mniej więcej obszar intensywniejszego życia narodowego za Kazimierza Wielkiego, tj. w epoce, w której słabe zabytki językowe wykazują jeszcze walkę pomiędzy ę a ą. Nie mogło już wtedy ę ogarnąć całej Krajny i ziemi chełmińsko-dobrzyńskiej, bo te były pod władzą krzyżacką, ani odstąpionego już Śląska, Mazowsze zaś i podgórze karpackie stanowiły jeszcze wtedy kraje półdzikie. Ale kiedy później intensywna kolonizacja zajmowała część Prus Królewskich i Mazowsza, a także na południu nie cofała się przed Karpatami i Tatrami, wtedy poniesiono na te nowo zagospodarowane obszary przeważnie już ustaloną mowę kulturalną ze zwycięskim ę.
Ale jest jeszcze inne ciekawe zjawisko tyczące się pełnogłosek nosowych: gdy dotąd mówiliśmy o sposobie wymowy ich w jamie ustnej, to teraz zwrócimy uwagę na siłę ich nosowości. Z natury rzeczy jest ona w różnych pozycjach różna: najsilniejsza przed spółgłoskami zwartymi, gdzie bardzo łatwo wydziela się w postaci zwartej spółgłoski (wargowe m przed takimiż p b; przedniojęzykowe n przed przednio-językowymi t d c dz cz dź, średnie ń przed średniojęzykowymi ć dź, tylne n przed tylnymi k g), słabsza nieco przed szczelinowymi (f w, s z ś ź sz ź, ch), które takiego oparcia dać nie mogą, najsłabsza jest na końcu wyrazu. Stopniowanie to uwydatnia się doskonale w wymowie literackiej, gdzie obok zomp, kont, nendza, kreńci, monka mamy właściwą pełnogłoskę nosową (bez spółgłoski): węsy, więzać, więzienie, węszyć, wąż, wąchać, a wreszcie brak nosowości; powszechne siedzę, ciele, widzę krowę, a u osób pochodzących ze wschodnich prowincji polskich także siedzo, śpio, ido z krowo.
Tenże naturalny kierunek odbija się mimo wszelkich wahań i różnic także w dialektach. Najrzadsze są między nimi te, co wcale już nie mają nosowości. Tu należy przede wszystkim dialekt wschod-niomałopolski, ciągnący się po lewym brzegu Wisły prawie od samego Krakowa aż poza Kielce i Sandomierz, ale w Galicji obejmujący także brzeg prawy: mówi się tu reka, zeby, gesty, widzę ciele i mdka, ciągnąć, kat 'kąt', wiązać, kopia studnia 'kopią studnią'. Podobny objaw nierzadki jest też w owym pasie podgórskim o jednej nosówce, która jest na drodze do przemiany na pełnogłoskę wyłącznie ustną, gdzie więc słyszy się roka, Koty, gosty, biernik roko, i tak samo zop, moka, goska.
Poza Małopolską typ gwarowy z zupełną zatratą nosowości, można powiedzieć, nie istnieje. Natomiast w wielu okolicach (zob. na mapie) występuje ta zatrata przed spółgłoskami szczelinowymi. Taką wymowę mają dwa znaczne obszary, mianowicie południowa Wielkopolska (gęsi, ciężki, ksiuźka, wuski) i jednolite geograficznie, ale zróżniczkowane gwarowo terytorium na północy, obejmujące zachodnią Warmię, zachodnich Mazurów pruskich, Ostródzkie, Lubawskie, Grudziądzkie, Malborskie i północne Kocie-wie. Tu mamy dwie zasady, mianowicie albo zatratę nosowości bez zastępstwa, albo zastąpioną przez podniebienne j, że zaś obok wymowy pianta, gamba istnieje tam też pienta, gemba, przeto w rezultacie powstają następujące typy: gesty, jeżyk, woski 'wąski', woź (Niborskie, Ostródzkie, Lubawskie, Grudziądzkie i Tczewskie); gejsty, ciejźki, wójsy, wojski (Malborskie); gasty, gasi 'gęsi', ciażko, wósy, woź (południowa Warmia i północne Kociewie); gajsty, gajsi, wójsy, ksiójźka (Warmia zachodnia). Oprócz tego spotykamy zatratę nosowości przed szczelinowymi: u drobnej grupy Kurpiów pod Turoślą (gesi, wósy), w zachodniej Krajnie, mniej więcej tak samo w cytowanym wyżej Kramsku (gósty, cióżki, ksióźka), na granicy Śląska i Małopolski w Imieleniu nad Przemszą (po podniebiennych e: pieść, jeżyk, po niepodniebiennych o: goś, gosty, wreszcie Slósko, wós 'wąs', wiózać.
Przytaczam to wszystko nie tylko dla prostej osobliwości. Pojawianie się tego samego w zasadzie typu na sześciu zupełnie niezależnych od siebie miejscach charakterystyczne jest też z punktu widzenia ogólniejszego. Dzieje się to tylko z takimi zjawiskami, które można określić jako tendencje ogólnojęzykowe, mające źródło w naturalnych warunkach fizjologii głosu. Bo chociaż przeważna część zmian głosowych w różnych odbywać się może kierunkach (znane są np. niezależne przejścia s w sz i sz w s, o w a i a w o itp.), to przecież istnieją pewne zmiany, które w najodleglejszych językach stale tylko w jednym odbywają się kierunku. Zatrata nosowości przed szczelinowymi, droga: ans (gdzie a oznacza jakąkolwiek pełnogłoskę) -> ąs -> as, por. łac. anser, niem. Gans lub ogólnopol. gęś, dialekt, geś, spotyka się i w innych językach, nigdy natomiast nowe pojawianie się nosowości między pełnogłoską a spółgłoską. Nigdzie się też nie trafia, by nosowość łatwiej ginęła między pełnogłoską a spółgłoską zwartą niż między pełnogłoską a spółgłoską szczelinową. To, cośmy właśnie widzieli, że gdzie ogpol. pięta, kąpać przeszło w pieta, kopać, tam także gęś, wąsy zmieniły się w geś, wosy, że jednak na odwrót tak często istnieją formy gesi, ciężko, wosy, ksiożka, chociaż nosowość zostaje w zemby, pienta, kompać, goronco — to jest fakt ogólnojęzykowy o fizjologicznej podstawie. Dzisiaj językoznawstwo nie doszło jeszcze do ujęcia praw tych ogólnych kierunków, nie ulega jednak chyba wątpliwości, że to kiedyś nastąpi i że zmiany tego właśnie rodzaju określają ogólny fonetyczny rozwój języków.
Dla zupełności obrazu pełnogłosek nosowych w gwarach polskich dodaję, że trafia się jeszcze inne rozróżnienie: ę zawsze zachowuje nosowość, ą ją zawsze traci, ale tego rodzaju stosunek jest bardzo rzadki, ja znam go tylko z jednej gwary południowokaszubskiej, gdzieobok wiący 'więcej', bądą 'będę', rąka, gąsty występuje konsekwentnie pąjók, Mód, wós 'wąs'.
Z zakresu spółgłosek uderzają w dialektologii polskiej dwie grupy faktów: tak zwane "mazurzenie" z pokrewnymi mu zjawiskami i zmiany wargowych podniebiennych.
Tzw. "mazurzenie", tj. wymowa zyto, żółty, syja, cdrny, cekać, jezdzę, jest obok istnienia a najbardziej znaną właściwością mowy chłopskiej. Nieudolnym ich naśladowaniem przeważnie zadowalają się drugorzędni autorowie ludowi.
Sama nazwa zjawiska nie jest właściwa, cecha to bowiem wcale nie wyłącznie, ani nie specjalnie mazurska, chyba że za Mazurów będziemy uważać chłopów małopolskich z zachodniej Galicji, jak to się praktykuje w Galicji wschodniej, gdzie każdy polski chłop — to Mazur. Rozprzestrzenienie tej wymowy widoczne jest z mapki, potrzebuje jednak wyjaśnień. Widzimy tam, że jedynym większym obszarem niemazurzącym, tj. zachowującym równie dobrze sz z cz dźak s z c dz, mówiącym więc zaszyć, służyć, czepiec, jeżdżę, jest Wielkopolska w szerokim znaczeniu słowa, a więc z Kujawami i należącą do nich niegdyś ziemią chełmińsko-dobrzyńską, wreszcie na północ od nich leżące późniejsze nabytki polskości. Godny uwagi jest fakt, że dzisiejsza granica "mazurzenia" ściśle zgadza się z dawną polityczną granicą między Wielkopolską a Śląskiem, Małopolską i Mazowszem, bo ewentualnej niezgodności co do kilku wsi, przesunięcia jej o milę na wschód lub zachód oczywiście nie można brać w rachubę. Rzecz prosta, że identyczność tych dwu linii na tak długiej przestrzeni, taka dziwna zgodność dwu faktów nie może być przypadkową. Że zaś należą one do tak różnych zakresów zjawisk, iż bezpośrednio z siebie wynikać nie mogą, przeto przypuścić trzeba, że oba są rezultatem jakiejś trzeciej przyczyny. Pewności tu być nie może, choćby z tego powodu, że ten fakt podstawowy do przedhistorycznej należy epoki. Bo i samo "mazurzenie" bardzo jest stare, tak dalece, że nie ma wcale konieczności ani pewności, czy w Małopolsce i na Mazowszu kiedykolwiek głoski sz ź cz dź istniały. Nie mogąc więc stwierdzić na pewno przyczyny, dla której z prasłowiańskich sj zj rozwinęły się w Wielkopolsce sz ż, w reszcie zaś Polski 5 z, poprzestać musimy na hipotezie. Oto być może, że na dnie leży jedna z tych pierwotnych różnic szczepowych, jakie przecież w obrębie Polski istnieć musiały; na niej mógł polegać tak późniejszy podział polityczno-administracyjny, jak i językowy. Zasadniczo nie ma w tym przypuszczeniu nic nieprawdopodobnego, bo ani polityczne, ani językowe różnice nie powstają bez przyczyn i gdzie nie można znaleźć jakichś różnych pierwotnie warunków geograficzno-gospodarczych, a więc różnic w otoczeniu człowieka, tam siłą faktu przychodzą na myśl różnice w nim samym. Nie myślę bynajmniej iść w tym kierunku tak daleko, jak to czyniono w ostatnich latach, tłumacząc niemal wszystkie stare różnice między językami ludów indoeuropejskich właściwościami językowymi podbijanych przez nie plemion pierwotnych, wolno mi jednak podać jeden fakt antropologiczny. Oto między ludnością ziemi dobrzyńskiej a oddzielonymi od niej Skrwą Mazowszanami istnieje tak ostro zarysowana różnica wzrostu (na niekorzyść Mazurów), jak nigdzie zresztą w Królestwie. Gdy się zważy, że tą samą rzeką oprócz granicy mazurzenia idzie druga jeszcze bardzo wybitna granica językowa (o czym niżej), to niepodobna chyba uznać za przypadek takiej identyczności, choćby na przestrzeni kilku mil, dwu ważnych granic dialektycznych z dawną granicą polityczną i antropologiczną (choćby do jednej tylko odnoszącej się cechy).
Są co prawda inne jeszcze obszary niemazurzące, rozmieszczone na trzech krańcach granic polszczyzny, ale geneza ich zupełnie inna.
Co się tyczy południowego Śląska, to jego niemazurzenie pozostaje w ścisłym związku z sąsiedztwem czeskim. Dla zrozumienia tego powiedzieć trzeba słów kilka o sąsiedztwach w ogóle. Są one albo czysto zewnętrzne, jak np. sąsiedztwo Niemców lub w mniejszym stopniu Litwinów, albo też polegają na odwiecznym bliskim pokrewieństwie języków. Pomijając na razie Rusinów i Słowaków, zaznaczyć trzeba, że szczególnie bliskie jest nasze sąsiedzkie pokrewieństwo z Czechami. O bezwzględnym, ścisłym przeprowadzeniu granicy między takimi językami nie ma mowy, bo wskutek wielkiego ich podobieństwa różne właściwości językowe powstałe np. u Czechów szerzą się także w pogranicznych wsiach polskich i na odwrót. Wskutek tego, podobnie jak między dialektami, nie mamy tu jednej granicy, ale każda cecha językowa ma swoją własną: tak np. dość daleko na terytorium, skądinąd bezspornie czeskie, sięgają polski akcent i iloczas, o wiele mniejszą część jego zajmują polskie prowda, trowa, krod (obok kradła) lub polskie "miękczenie" spółgłosek (ciebie, czes. tebe) itp. Podobnie na obszarze bezwzględnie polskim spotykamy cechy czeskie, zwłaszcza te, co nie są późniejszym wytworem czeskim, ale pozostałością ogólniesłowiańską, zmienioną potem przez Polaków (wszystkich lub tylko śląskich). Do takich należy też wymowa sz ź cz, może najdalsza z tych starych równoległych fal, jeżeli nie wpływu czeskiego, to właściwości pod tym wpływem utrzymanych.

Strona główna

Sex randkisextelefonSex ogłoszeniaSex ofertyPorno