Menu

Polecamy

Rozdział II. Cechy głosowe gwar polskich: pełnogłoski ścieśnione i nosowe, tzw. mazurzenie, spółgłoski podniebienne: wargowe i tylnojęzykowe, zmiany międzywyrazowe, akcent cz. 4


Północna część dzisiejszego Śląska Górnego i resztki polszczyzny na Śląsku średnim również "mazurzą". Że było to także właściwością całego dziś zgermanizowanego Śląska, na to są jeszcze szczątkowe dowody. Oto "mazurzy" jeszcze kilka wsi pod Rawiczem, na południowym skrawku dzisiejszego Poznańskiego, w okolicy, która do w. XIV należała do Śląska, nie do właściwej Wielkopolski, a i dziś jeszcze prócz mazurzenia zachowała kilka innych cech śląskich, np. szczątki aorystu. Ludność tę zwą sąsiedzi Chazdkami. Jeszcze dalej na zachód, w punkcie zetknięcia się Poznańskiego, Brandeburgii i Dolnego Śląska, spotykamy (na południowy wschód od Kramska) wieś Chwalim, "mazurzącą" i wymawiającą po śląsku ę jak ą (zamby). Odrębność swą językową utrzymała ona w znacznej części dzięki swemu ewangelickiemu wyznaniu i uważaniu się za ... Wendów, co było prawdopodobnie wymysłem któregoś z pastorów. Z tego widać, że nie tylko granica Wielkopolski od Mazowsza i Małopolski, ale także południowa, od Śląska, była równocześnie granicą jej niemazu-rzenia. Jak daleko sięgało ono ku zachodowi, powiedzieć trudno. Fakt "mazurzenia" wymarłych na początku XVIII w. Połabian, dalszego ciągu niejako Kaszubów i Pomorzan, jest bardzo ciekawy, ale wobec ogromnego oddalenia — idzie tu o mieszkańców lewego brzegu dolnej Łaby — dla danej kwestii bez znaczenia.
Inaczej niż na Śląsku ma się rzecz z brakiem "mazurzenia" na granicy plemion ruskich. Polskość północno-wschodniego paska koło Sejn jest tak późna, gwara jego nosi jeszcze tak wyraźne ślady pochodzenia białoruskiego (w daleko mniejszej mierze litewskiego), że i białoruskie pochodzenie tamtejszych sz ź cz nie może ulegać wątpliwości. Jest rzeczą zrozumiałą, że ludność tamtejsza, przejmując język polski, nie miała najmniejszego powodu do zmieniania swoich ruskich żyto, czornyj, mysz na ludowe polskie z okolicy Suwałk zyto, carny, mys, skoro te same ź cz sz słyszała w "pańskiej" mowie polskiej inteligencji. W innym położeniu byli ci Białorusini okolicy Białostoku, których marzurzenie (np. cehó 'czego', posóu 'poszedł') wyraźnie świadczy, jeśli nie o polskim pochodzeniu, to przynajmniej o silnej polskiej przymieszce. — To samo zjawisko, co koło Sejn, występuje na obszarze bez porównania większym na granicy małoruskiej, tak w Galicji jak i w Lubelskiem, ale o tym pisałem już, mówiąc o d.
Nie ulega mazurzeniu rz. Wprawdzie klasa wykształcona, naśladując gwarę ludową, wymawia często ksycy, kozenie, piekos, zyka, gzych, ale to dlatego, że w jej języku różnica między rz a ż ś jest tylko graficzna: sami wymawiając źeka, kszyczy tak jak żyto, pszenica, "inteligenci" w swym partackim naśladowaniu, nie opartym ani na teoretycznej wiedzy, ani na prawdziwym zżyciu się z ludem, podstawiają z s za każde swoje wymawiane z sz i obok prawdziwych ludowych zyto, psenica tworzą cudaczne zyka, ksycy. Formy takie istnieją wprawdzie u ludu, ale w tak specjalnych warunkach i na tak nielicznych terytoriach, że przy ogólnej charakterystyce mowy ludowej polskiej nie mogą wchodzić w rachubę. Pojawiają się one mianowicie tylko na pograniczach obszarów mazurzących i niemazurzących (nad Wisłokiem, koło Bytomia, pod Kaliszem), tam gdzie dzieci słysząc raz żyto, szyja, to znów zyto, syja, nie orientują się w tych dźwiękach syczących i obok zyto, syja mówią tez zadki, psyzba. Charakterystyczną cechą tej właściwości, różniącą ją od rdzennych właściwości ludowych, jest jej niepowszechność: najczęściej w tej samej wsi jedni mówią zyto, ale zadki, drudzy zyto i zadki. Jest to więc objaw podobny nieco do wpływu języka literackiego na ludowy.
Są jeszcze dwa inne zjawiska podobne do "mazurzenia". Jak tutaj zamiast trzech odrębnych szeregów spółgłoskowych: s z c dz, sz ź cz dź i ś ź ć dź, mamy tylko pierwszy i trzeci, tak samo są gwary mające też dwa z nich tylko, ale inne, mianowicie pierwszy i drugi. I tu znów dwie zachodzą możliwości: szereg trzeci mianowicie może być zastąpionym przez pierwszy lub przez drugi.
W pierwszym razie zamiast typowych polskich siedzieć, ściana, ziemia mamy sedzec, sca.ia, kosc, zemia, zelony, casto itp. Jest to jedna z najtypowszych cech kaszubskich, tam bezwyjątkowa, nie znana natomiast nigdzie zresztą w całej Polsce. O niej też przy kaszubszczyź-nie.
Bywa też tak, że zaciera się różnica między dwoma drugimi szeregami. Tak jest w kilku wsiach śląskich koło Jabłonkowa, gdzie sz ź cz dź zupełnie są nie znane, mówi się robiś, sieroki, ziółty, cierwony, jeździom (oczywiście jednak przez, korzeń). Znacznie większy obszar zajmuje ta właściwość na północy, mianowicie całe Malborskie, Lubawskie, Ostródzkie i wschodnią Warmię; i w granice Kongresówki wchodzi ten dialekt małym skrawkiem koło Rypina. Istota rzeczy jest tu ta sama, co koło Jabłonkowa, w szczegółach jednak wygląda ona trochę inaczej, mianowicie ś ź przechodzą tu zwykle w sz ź, zaś cz dź w ć dź, wskutek czego mamy: ciarny cielak leży na źemni i je źelóne szano. Na obu omawianych obszarach można jako przyczynę zjawiska przyjąć wpływ obcy, ludność w obu razach jest prawdopodobnie częściowo obcego pochodzenia, na południu słowackiego, na północy może staropruskiego; wiadomo zaś, jak trudno obcy, np. Niemcy, rozróżniają polskie ś ź ć dź od sz ź cz dź. Chociaż jednak za "staropruską" hipotezą przemawiają co do Lubawszczyzny także inne fakty językowe, to przecież nie należy pominąć jeszcze możliwości drugiej: może to pomieszanie jest rezultatem zetknięcia się tu dwu różnych narzeczy polskich: "mazurzącego" i "niemazurzącego". Na poparcie tego mniemania można by podnieść brak rzeczonego zmieszania dalej na wschód, gdzie zapewne także mieszkały plemiona bałtyckie, ale to argument obosieczny: bo jeżeli omawiane zjawisko jest tylko produktem zetknięcia się dwu rodzajów polskiej wymowy, to dlaczego nie ma go nigdzie na tak długiej linii ich zetknięcia się od wielkopolskiego Ostrowa aż poza mazowiecki Sierpc, gdzie natomiast inne występują objawy ksycy, zekaj! Może wreszcie współdziałały obie przyczyny.
Drugi ciekawy szereg zjawisk przedstawiają w gwarach polskich spółgłoski wargowo-podniebienne. Już w dzisiejszym języku literackim występują one tylko przed pełnogłoskami: Kurpie, biały, ofiara, pawie, miód, przechodząc na końcu wyrazów w odpowiadające im wargowe niepodniebienne. Toteż nie ma już dziś różnicy między nazwą człowieka Jarosław, a takąż nazwą miasta, występuje ona dopiero w dalszych przypadkach: Jarosława — Jarosławia. Dawniej rozróżniały się i mianowniki, czego ślad widoczny był jeszcze przed jakimi trzydziestu laty w pisowni drop', głąb', paw', Radom' w przeciwieństwie do chłop, grzyb, rów, dom, które w dalszych przypadkach nie miały "miękczenia": dropia, ale chłopa. "Miękkość" tę wyrażano niegdyś tak jak przy innych spółgłoskach za pomocą kreski nad literą, później jednak w rzadkich razach zachodzącej potrzeby zastępowano ją przez apostrof: zamiast głąb, paw pisano głąb', paw', aż wreszcie i to zanikło. Nie zanikło jednak w gwarach, zachowane na północnych krańcach Polski, w Prusach Książęcych czy na dalszym Mazowszu, gdzie jeszcze dość często słyszy się archaiczne formy karp5, paf, ołóf.
Zaznaczyć jednak trzeba, że nawet w tych dzielnicach nie obowiązuje zasada tak rygorystycznie jak u klas wykształconych, trafiają się mianowicie odstępstwa na korzyść tzw. formy rzeczowej, choćby z tego powodu, że np. forma chłopy nie ma zazwyczaj tego pogardliwego znaczenia co u nas. Tu i ówdzie pojawiają się przydawki w formie rzeczowej, przy zachowaniu jednak orzeczenia czasownikowego w postaci osobowej, np. te stare chłopy poszli lub rodzone bracia byli, a w północnej Małopolsce — w Łowickiem czy nad Pilicą — słyszy się wyłącznie były tu chłopy, jadły, piły. Formy osobowe nigdy nie giną zupełnie, ale — podobnie jak omawiane wyżej formy na -cie — ograniczają się na przemówienia do osób starszych: coście widzieli, matusiu, bądźcie tak dobrzy bezwyjątkowe są w całej Polsce, widziały, dobre są w tym znaczeniu absolutnie niemożliwe.
Pomijając dość poplątane stosunki innych okolic, zaznaczę jeszcze, że największe uproszczenie panuje znów w pasie północnym i wschodnim. W Prusiech Zachodnich (prócz Krajny i Kaszubów) i Wschodnich mówi się: te stare ludzie jedli, krowy ryczeli, dzieci spali, tylko w ziemi chełmińskiej i na Warmii nieco częściej spotyka się -ty. Że tak samo ma się rzecz w Suwalskiem, na Podlasiu i dalej na południe, to łatwo wyjaśnić sąsiedztwem z Rusinami, nie znającymi rozróżnienia byli od były. Trudniej objaśnić to uproszczenie na powyższych obszarach północnych, chyba że uciekniemy się znów do kuszącego przypuszczenia o wpływie na tamtejszy język pierwotnej tam ludności niepolskiej. Jest to oczywiście hipoteza, ale dziwnie nadająca się do wyjaśnienia właśnie tamtejszych zjawisk, i to tak głosowych, jak i morfologicznych. Czy może być przypadkiem, że nie pomogłaby ona do zrozumienia języka żadnej np. z zachodnich dzielnic pogranicznych, od Kaszubów po Małopolskę, gdzie również i historia nigdzie nie wykazuje innej przedtem ludności? To właśnie połączenie faktów językowych z historycznymi posłuży w dalszym ciągu za podstawę do podziału dialektów polskich na starsze i nowsze.

Strona główna

Sex randkisextelefonSex ogłoszeniaSex ofertyPorno