Rozdział IV Ugrupowanie gwar polskich: odrębność Kaszubów, podział gwar czysto polskich, ich charakterystyka cz. 4
Ale rdzeń sprawy — to oczywiście słownik. Skoro odrębne warunki fizyczne i klimatyczne gór w związku może z wrodzonym bujnym temperamentem ich mieszkańców wytworzyły tam cały sposób życia tak wybitnie różny od rolniczego gospodarstwa Polski niżowej, to rzecz prosta, że musiały pociągnąć za sobą mocno odmienne słownictwo. Sprawy tej nie myślę szerzej przedstawiać, bo żadna z gwar naszego ludu, życie żadnego innego kąta Polski nie doczekały się tylu wielbicieli i popularyzatorów. Mniej co prawda było ścisłych badaczy, nie mamy też — rzecz uderzająca — takiego studium mowy góralskiej, co by naprawdę stało na poziomie dzisiejszych wymagań. Jeden dział tylko posunięty jest dość daleko, właśnie słownikarstwo. Wymienić tu muszę przeszło sto stron obejmujący Słownik gwary podhalskiej Bronisława Dembowskiego (w Spraw. Kom. Jęz. AU, t. V, 1894) i studium Lucjana Malinowskiego o rumuńskich i węgierskich wpływach na tę mowę (w pracy O niektórych wyrazach ludowych polskich, w Rozpr. Wydz. Fil. AU, t. XVII, 1892). Że np. cuha, gazda, gunia, juhas pochodzą od Madziarów, to zapewne mniej czytelnika zdziwi, ale skąd się wzięły tak lczne nazwy rumuńskie^ jak baca, wałach, kierdel, koleba, wati-a, gieleta, żętyca, klag i wiele innych (też nazwy miejscowe, jak rozpowszechniona Magura, nic z "górą" nie mająca wspólnego)? Wyjaśnia to zakres ich znaczenia, a także rozpowszechnienie. Oto prawie wszystkie odnoszą się do życia pasterskiego, do nazw dobytku, sprzętów i produktów pasterskich, znajdują się zaś nie tylko na Podhalu, lecz także u karpackich Rusinów, a na zachód u górali polskich na Śląsku, nawet u morawskich Wałachów. Bo wałach z nazwy narodowościowej stał się zawodową, oznaczał i oznacza jeszcze czasem "pasterza"; jak widać z powyższych faktów, przewędrowali niegdyś Rumuni w poszukiwaniu pastwisk całe Karpaty, zostawiając wszędzie ślady swej pasterskiej kultury. Oto typowa rozmowa zakopiańska:
— Witojcie kumotrze!
— Pambug zapłać, witojciez i wy tys.
— Bug zapłać. E cos ta u wos słyhać? e zdrówiście ta?
— Zjeć ta kfoła bogu; a wy tys ta?
— Eć sie ta trzimieme pó końtku.
— A staro dzierż'i sie ta jesce?
— Zeć ta i uona kręci sie ta jako tako pó hałupie.
— E ci je tu jest przi kościele?
— Zje ba jy tu nima, bo wicie przistatku ni mioł zaś fto zostać.
— E duzo mocie tyk krowipt?
— Zje ta trójecko s tyk starsik, a ta zaź dróbiozgu, to ta jest cosi pięciorecko. Ale to s tego wielgiego hasnu16 ni mos, bo to jedno krzęci, beci, kiebeś sićko przi tym ciepoł, a tymu jedno sićko zrydź dawoł.
— Zje ta, ale jak sie ta yothowo, to bee na^grajcor.
— E, bódejcie ta! zjedź-eście nie^słyseli, ze statek stoniół?
— Dydź-ek słysoł, ale uon ta zaź_zdroze pó^kfili.
Typowe są też piosnki: zbójnickie jak:
Zaśfiydź^mi miesipcku syroko po drudze, Nieg_jo sie naucem tyj zbujeckiyj hudze.
15 je jest, w 1. mn. jest som, utworzone na wzór jezd-ek, jezdeś.
16 'pożytku', wyraz uherski 'węgierski'.
Krzesom subiynicki s cyrniućkiego drzewa,
Nie takik subiynic na Janicka trzeba. Dydzieg nic nie ukrot, jino dwa barańce, Juz mie se uokuli w żelazne bugańce.
Janicku, Janicku, sto hromuw do tobie,
Po sićkig dziedzinak idzie hyr uo tobie.
pasterskie jak:
Hłopiec ci jo, hłopiec, juhaskiego rodu, Rod yowiecki pasem, cobyg^ni mioł głodu.
Fcez dobrze bacować, sul dobrze yoscipki,
Pij samom zintyce, bedzies hłopiedz_źipki.
Lub wreszcie miłosne:
Co jo sie nahodziył i płotuw nagrodziył, Jesceźmi pedziała jezek cie nie godziyn.
Niemalże tę samą gwarę co górale tatrzańscy mają Polacy orawscy i spiscy, w węgierskiej statystyce figurujący jako Słowacy i sami się za nich najczęściej uważający. Istotnie na Orawie słowaczenie ich języka postąpiło dość daleko, na Spiszu jednak, gdzie Polacy bezpośrednio graniczą z wsiami kolonistów niemieckich i gdzie dzieli ich od Słowaków pasmo Magury, zachował się typowy polski dialekt góralski.
Gramatycznie niewiele się na pozór różni dialekt krakowski, wcale też nie pozbawiony jest oryginalności, a przecież wydaje się nam już bardziej swojski. Weźmy choćby taki przesąd:
Jak sie wyjmie chlyp z pieca, to go sie yomywa wodom, bo grzych chleba nie yomyć. A tom wodom, co sie chlyb yomywa, to takiygo co blady na gębie yomyć, to rumiennieje, to sie go yomywa, zeby miay kfiatki na policku, zaraz mu policka kfitnom. Nasę Kaśkę to zafse yomywamy, bo blada.
Ciekawy jest jednak ów wąski pas podgórski, dzielący właściwe gwary małopolskie od góralskich. Zachowanie się w nim wymowy ę jak ą (o czym na s. 64) łączy go pozornie ze Śląskiem, co znów tak należy pojąć, że w epoce ustalania się języka literackiego i ściślejszego zbliżania się do siebie centralnych gwar polskich oba stały poza tym wpływem. Śląsk z powodów politycznych, podgórze — z gospodarskich. Wiemy przecież, że za czasów piastowskich od Myślenic już ciągnął się las aż po granicę węgierską. Inna rzecz właściwe Podhale. To kolonizuje się znacznie później (Zakopanego pierwszy ślad w w. XVI), gdy już ogólny język polski dość był silny; nadto osadnictwo nie mogło tam przecież płynąć z tych na pół cywilizowanych i nieprzeludnionych chyba jeszcze kresów podgórskich, lecz z właściwej Małopolski. Zupełnie ten sam objaw co w stosunku np. Lubawszczyzny do ziemi chełmińskiej lub dalszego Mazowsza do bliższego, gdzie wszędzie mamy zamby, gąsty tylko na krańcach pierwotnej Polski, nie na późniejszych jej kresach.
Właściwa Małopolska ma dwa główne dialekty: zachodni i wschodni. Cechą charakterystyczną wschodniego jest przede wszystkim końcówka 1. os. 1. mn. -wa i zupełny brak pełnogłosek nosowych. Po prawej stronie Wisły jest go mniej, znaczniejszy obszar zajmuje po lewej, z czego najtypowsze jest samo Kieleckie.
Zachodni dialekt małopolski — to samo centrum Polski. Charakterystyczną jego cechą zupełny niemal brak jakichś "osobliwości" głosowych w rodzaju gęsi, gąsi, gosi czy gesi, siono czy sieno, ciamno, nega, krewa (tak koło Tarnowa), winio (pd. Wielkopolska, uoda, szećka 'sieczka', mniasto czy niasto, swat itp., których tyle spotkaliśmy na północy, zachodzie czy południu. Także co do słownika dialekt to raczej podobny do literackiego. Nie mając zaś jego poloru, a nie imponując niezwykłością — musi sprawiać wrażenie jakiejś mowy pospolitej, "bezbarwnej".
Do Małopolski też należy językowo Księstwo Łowickie. Brak e i używanie -wa (zbierawa) każą je łączyć z jej wschodnią częścią, bo w zachodniej mamy zbiyrómy. Tzw. Księżacy wyróżniają się od wszystkich swych sąsiadów nie tylko licznymi cechami języka, ale i strojem, stanowią więc wyjątkowo wyraźny typ etnograficzny. Rzecz ciekawa, że już w XVI w. wszystkie ich dzisiejsze wsie stanowiły odrębną całość, własność arcybiskupów gnieźnieńskich. Że dziś się ona utrzymuje, to oczywiście nie z powodu odrębności etnograficznej — bo to skutek, nie przyczyna — ale przeważnie ekonomicznej. Łowickie bowiem jest dziś krajem typowym chłopskim. Brak na jego obszarze wielkiej własności, nie ma więc też bezbarwnego etnograficznie typu wędrownej służby dworskiej. Zamożni chłopi ziemi nie sprzedają, nie ma więc i napływu obcych kolonistów. Na odwrót, Księżacy coraz częściej zakupują ją we wsiach sąsiednich, rozszerzając w ten sposób swoje terytorium nie tylko etnograficzne, ale i językowe. Bo z wymienionych powodów wpływy języka literackiego są niewielkie; Łowickie i pod tym względem jest krajem typowo, można by rzec, kastowo chłopskim, co też uwydatnił Reymont w swych Chłopach.