Rozdział V Słownik gwarowy: jego doniosłość, wyrazy na oznaczenie roślin uprawnych i zwierząt domowych, sprzętów gospodarskich, urządzeń rodzinnych itp. Etymologia ludowa
Bardzo różny jest oczywiście w gwarach zapas wyrazów. Mimo wielkiej geograficznej jednolitości polszczyzny spotyka się nieraz odrębne nazwy rzeczy najpospolitszych, najcodzienniejszych, zwłaszcza tych, co się odnoszą do kultury materialnej. Nie ulega wątpliwości, że stoi to w związku z tej kultury rozwojem, ścisłe jednak jego określenie bardzo jest trudne. Specjalnie polską trudnością jest bardzo dotąd niedokładne zbieranie materiału. Niefachowi zapisywacze właściwości gwarowych notują prawie zawsze tylko osobliwości, nie możemy więc na podstawie takich zapisków nigdy prawie stwierdzić, czy jakiś pospolity wyraz literacki, choćby kura, drzewo, chłop, dziadek, wnuk, chory (na Śląsku nimocny, stęczny), niebieski, modlić się (na Śląsku rzekać), mówić (śląskie rzędzie, gdzie indziej gwarzyć, pospolite gadać i gwara gadka zamiast mowa), kłamać (śl. szydzić, mazur, manić, zwodzić), w danej gwarze istnieje czy nie. Tak samo wprawdzie ma się rzecz z głosowymi czy formalnymi cechami języka, tam jednak uogólnianie na podstawie nawet szczupłego, byle zupełnie ścisłego materiału jest o wiele łatwiejsze. G ł o s o w n i a bowiem i odmiany tworzą system językowy, naruszany oczywiście mieszaniem się gwar i wpływami mowy klas wykształconych, ale z tymi zastrzeżeniami dla ogólnego charakteru danego dialektu niemalże ścisły i bezwyjątkowy.
Inaczej ze słownikiem. Wyrazy nie stoją w żadnym związku z tamtymi działami języka, są bez porównania bardziej ruchome. Wchodzą one do języka i znikają bardzo często wraz z pojawianiem się i znikaniem ze społeczeństwa pewnych roślin, zwierząt, sprzętów, ubiorów, produktów, urządzeń społecznych; między jednymi a drugimi dość ścisła panuje odpowiedniość. Tak np. zupełnie jasny jest związek między niesłowiańskością nazw zwierząt, jak lew, tygrys, słoń, wielbłąd, a ich egzotycznością. Słowianie nigdy w gorących krajach nie mieszkali, a poznawszy pośrednio ich faunę, przejęli też nazwy. Rzecz bardzo charakterystyczna, że nazwy te uległy zmianom, tak formalnym, jak i treściowym. Z wymienionych czterech każdy wykształcony człowiek poczuwa dwie pierwsze jako obce, łączy je z wyrazami greckimi, choć oczywiście nie zdaje sobie sprawy ani z tego, czy są one rdzennie greckie, ani też, czy je Słowianie bezpośrednio przyjęli od Greków. Natomiast dwie drugie brzmią na pewno każdemu tak swojsko, że to aż dziwne. Jeszcze wielbłąd nazwany zapewne od "wielu błędów", od pierwszego wrażenia, jakie na Polakach wywarł, ale skąd nazwa słonia? Otóż i te dwa wyrazy są obce: słoń pochodzi z tureckiego arslan (aslań), gdzie jednak oznacza tygrysa, wielbłąd zaś z gockiego ulbandus, co znów z elephantus. Pierwotna nazwa słonia przeszła zatem na wielbłąda, nazwa zaś tygrysa na słonia! Nic dziwnego, bo obie oznaczały jakieś zwierzęta znane ogółowi tylko z opowiadań.
Oprócz tego uległy jeszcze zmianom formalnym. Widoczne to zwłaszcza co do wielbłąda, którego prasłowiańska nazwa była wielibędu. Ponieważ była ona niejasna, przeto zrozumiano ją jako oznaczającą "wiele błędów" tego poczwarnego zwierzęcia. Nastąpiła tu zatem asymilacja znaczeniowa, zwana zwykle etymologią ludową. Rola jej we wszystkich językach i epokach bardzo wielka. Źródło jej w tej zasadniczej właściwości umysłu ludzkiego, że faktów odosobnionych, nie łączących się z innymi, utrzymać w pamięci nie możemy, że nawet bez naszej świadomości wchodzą one w formalne lub treściowe związki z innymi, tworząc tzw. "szeregi" wyobrażeń. Jeżeli niosę i niosę przystosowują się do form niesiesz, niesie, niesiemy, nieść i zamieniają się w niesę..., to przyczyną działającą jest dążność do jedności formalnej, do oszczędzenia niepotrzebnego, bo obojętnego dla znaczenia tych form, rozróżnienia e i o. Jeżeli natomiast staropolskie rozrzeszyć (tj. rozwiązać, np. grzechy) przeszło w rozgrzeszyć, to przez zbliżenie wyrazu do grzech związano go z nim silniej znaczeniowo. Tak samo było z wielbłądem.
Obie te asymilacje, tak formalna, zwana zwykle analogią, jak i znaczeniowa, zwana etymologią ludową, występują szczególnie silnie w społeczeństwach i epokach niepiśmiennych i jednojęzycznych, bo wtedy formy bardziej są odosobnione: w pierwszym razie szeregi wyobrażeń są wyłącznie słuchowe, nie podparte wyobrażeniami wzrokowymi, w drugim razie nie poparte znajomością języków obcych. Nic więc dziwnego, że dzisiaj bez porównania silniej działają one w gwarach niż w języku literackim.
W przytoczonych wyżej wypadkach widoczna jest taka zgodność "wyrazów" z reprezentowanymi przez nie "rzeczami", że zaczęto wyrazy uważać za stanowczych świadków istnienia danych przedmiotów w pewnym czasie i miejscu. Twierdzono, że skoro na jakiś przedmiot czy pojęcie nie ma w którym języku nazwy swojskiej, a tylko obca, przyswojona, to i przedmiot przyszedł dopiero wraz z wyrazem od sąsiadów. Chciano w ten sposób budować pełne obrazy kultury epok przedhistorycznych, praindoeuropejskiej czy prasłowiańskiej. Później jednak nastąpiła reakcja. Zrozumiano, że swojskie wyrazy na dane przedmioty mogły pierwotnie istnieć, a mimo to ulec zapomnieniu, zwłaszcza pod wpływem popadnięcia w obcą niewolę, wszystko jedno fizyczną czy tylko kulturalną. Jeżeli dziś w niektórych zachodnich dialektach polskich mówi się powszechnie cyga, jeżeli w języku literackim panuje kuzyn, to z tego wcale nie wynika pierwotny brak ani nazwy koza i samego zwierzęcia, ani też brak uformowanych stosunków rodzinnych; w obu razach wiemy, że było zupełnie przeciwnie.
Mimo to jakość wyrazów i ich rozpowszechnienie wcale nie są bez znaczenia: cyga bez kwestii świadczy o wielkim wpływie niemczyzny, kuzyn — o zmianie w ukształtowaniu się stosunków rodzinnych, o czym niżej, a także o... modzie. Bo moda, czy to jako chęć wyróżnienia się od innych, czy też jako ogólna dążność naśladowcza, znaczną tu właśnie odgrywa rolę, bez porównania większą niż w zakresie głosowni (wymowy), odmian, składni.
Przyjrzyjmy się teraz kilku zakresom pojęć czy wyobrażeń i ich słownym w gwarach polskich odpowiednikom. Jako zasadę można tu przyjąć, że wyraz w całej Polsce rozpowszechniony jest dawniejszy, rzeczy zaś nowsze — o ile nie przyszły drogą do pewnego stopnia książkową, jak np. nazwy nawozów — nazywają się w różnych stronach rozmaicie. Tak np. z jednej strony mamy wszędzie proso lub jęczmień, z drugiej półtora wieku może liczące u nas ziemniaki, które obok dość powszechnej nazwy kartofle mają jeszcze następujące: bulwy (Kaszuby z krajami przyległymi, wschodnie Mazury pruskie z Augustowskiem, północny Śląsk), pantówki (Krajna, Kujawy), arczdki (ziemia chełmińska), perki (Wielkopolska), knule i kobzdle (Śląsk zachodni i południowy), jabłka (Śląsk bytomski), grule i rzepa (Podhale) i wiele innych. Zebrał ich Erazm Majewski w Pracach Filologicznych (IV 645-654) przeszło 100, wliczając co prawda nazwy ich gatunków; ja wymieniłem tu bardziej rozpowszechnione w prowincjach zachodnich. Pomijając niejasne kobzdle lub perki (wyprowadzane czasem od Peru, a zatem w takim razie tegoż typu co amerykany), zwracam uwagę na nazwy bezspornie wzięte od innych dawniej znanych roślin o jadalnej części podziemnej, jak bulwy, jabłka lub rzepa. Że uważano je za nowy rodzaj bulwy (helianthus tuberosus, Erddpfel), to nic dziwnego, jak również, że skoro tak się upowszechniły, dawną bulwę zupełnie wyparły, zabrawszy jej w dodatku nazwę. Łatwo to zresztą było z bulwę, trudniej z jabłkami, które przecież oznaczały także inne owoce, wcale nie wychodzące z użycia. Ponieważ jednak znaczenie jabłek drzewnych równać się nawet nie może u chłopa ze znaczeniem ziemniaków, przeto rezultat walki był jasny: rzecz mniej ważna przybrała inną nazwę, mianowicie płonki, która może być dziwokd 'dzika, leśna' lub szczepnd. Że jednak zwycięstwo było chwilowe, dowodzi fakt, iż utrzymało się tylko w Bytomskiem, gdy np. w pogranicznych wsiach Śląska austriackiego tylko pole po ziemniakach zwie się jeszcze jabczyskiem. Może zresztą ziemniaki nigdy tam jabkami nie były, lecz zawsze tylko jabkami ziemnemi, z czego rozwinęła się na jedno pojęcie nazwa ziemniak, na drugie zaś, przy którym "ziemia" sama przez się się rozumiała — jabczysko. Ten sam proces z zakopiańską rzepę: może ziemniak zwał się tam z początku nowo rzepo lub coś w tym rodzaju, rzecz prosta jednak, że określenie opuszczano przy tej roślinie, z którą codziennie miano do czynienia (podobnie, jak np. w kuchni francuskiej nazywają się ziemniaki po prostu pommes). Zresztą np. w Witowie właściwej rzepy nie znają, a dalej ku północy, za Czarnym Dunajcem, zowie się ona gryzka, oczywiście od możności jedzenia jej na surowo.
Ze zbóż zasługuje na uwagę żyto. To powszechna nazwa polska, tylko na samych pograniczach, jak w Augustowskiem, na Kaszubach, w części Śląska zachowała się ogólnosłowiańska nazwa reż. Poza tymi kresami mamy z niej tylko pochodne: rżana męka, rżysko, ale rżysko najczęściej już w znaczeniu 'ścierniska' po jakimkolwiek zbożu. Że w wymienionej części Śląska nazwa żyto oznacza pszenicę, to nic dziwnego, bo etymologicznie związana ze słowem źy-ć, także w innych językach oznacza często zboże w ogóle lub — jak np. w bułgarskim — pszenicę. Prawdopodobnie idzie tu o głównie siane zboże.
Najmłodszym zbożem, bo dopiero pod sam koniec wieków średnich rozpowszechnionym w Europie, jest tatarka. Nazwa jej określa też i pochodzenie ze stepów środkowej Azji. W związku z tym drugie jej miano poganka (niem. Heidengrutze), gdy jeszcze inne, greka lub gryka fałszywie wskazuje na Greków. Że ostatnia z nich przyszła do nas z Rusi, o tym świadczy bardzo w niej częste h: hreczka lub reczka, reczana kasza mówi się nie tylko na granicy ruskiej, ale daleko w głąb Małopolski (też w Krakowie). Do Kaszubów jednak przyszła ta roślina prawdopodobnie także z północnych Niemiec, bo obok ogólnie północnopolskiej nazwy gryka używają oni też innej: bukwita, odpowiadającej niemieckiemu Buchweizen, ale z pierwotniejszym w północnych dialektach t, co tylko w górnoniemieckim przeszło w z (por. tu np. niem. zehn, ang. ten).
Gdy ogólnosłowiańskiej nazwy grochu nigdzie wpływ niemiecki nie wyrugował, to obca fasola w wielu miejscach Prus Zachodnich zwie się wyłącznie szabelbon.