Rozdział VI Wpływy obce: niemieckie, ruskie, słowackie i czeskie na słownik, gramatykę i wymowę cz. 3
Weźmy takiż przykład z odmiany. Mamy literackie niosę i niosę obok niesiesz, niesie, nieś, biorę obok bierze itd. bez końca. Wiadomo jednak, że ogromna ilość ludzi z klas wykształconych używa w życiu codziennym form biere, niese, pietę, powstałych przez wyrównanie do liczniejszych form z e, co mogło tak łatwo nastąpić dlatego, że rozróżnianie e od o w temacie zupełnie tu jest dla znaczenia obojętne. Jest to więc stanowczy postęp w języku, zupełnie taki sam jak zastąpienie dawniejszych siestrze, na brzezie, mietle, na czele, Piętrze obowiązującymi dziś w języku literackim siostrze, czole, Piotrze, brzozie, za czym idą liczniejsze dziecinne w rodzaju w popiole. Jest zupełnie widoczne, że gdyby nie nacisk języka pisanego, formy biorę, niosę rychło by zupełnie zaginęły, tak jak stało się to u ludu. Bo bierę i wieżę panują w narzeczach całej niemal Polski, tu i ówdzie, np. na Śląsku i w Sandomierskiem, rzecz poszła jeszcze dalej, bo pod wpływem form niesla, pletli powstały także nies, piet 'plótł'. Rzecz bardzo znamienna, że pierwotne niosę, biorę utrzymały się wyłącznie w odległych kątach Polski, na Kaszubach i dalszym Mazowszu, z czego widoczne, że stało się to bynajmniej nie pod wpływem dialektu kulturalnego; przeciwnie, jest to przeżytek stosunków, które w dzielnicach żyjących naprawdę pełnią języka ojczystego uległy już postępowej zmianie.
Podobnym uproszczeniem są omawiane wyżej zatraty typu cielę i formy dwie. Gdyby język literacki dopiero dziś wytwarzał się na podstawie takich dialektów, cielak i dwa kozy szerzyłyby się po całej Polsce. Ponieważ jednak powstał on z dialektów bardziej południowych (fonetycznie z wielkopolskiego, słownikowo i składniowo z małopolskiego), pod tymi względami konserwatywniejszych, przeto dziś toczy się walka. I mimo wyrażonej wyżej opinii, że na ogół zwycięży świadoma dążność klas niższych do opanowania języka literackiego, przekonany jestem, że nie stanie się to bez znacznego uszczerbku, zwłaszcza w zakresie form odmiany. Kto wie, czy tak jak bezwyjątkowo zapanowały siostrze, wiośnie, do studni, chociaż w początkach piśmiennictwa używano jeszcze "poprawnych" siestrze, wieś-nie, do studnie, jak dziś zapanowała już w ustach "inteligencji" i coraz częściej wdziera się do druku forma tą drogę (rezultat podobnej dążności do uproszczenia) — czy tak samo nie wtargną do pisma częste w mowie postacie niesę, wieżę: napływ warstw ludowych do życia publicznego może do tego tylko dopomóc.
Może się to stać tym bardziej, że pogarda dla gwary w ostatnich czasach coraz maleje. Lud dąży do języka literackiego, ale literatura niejednokrotnie stara się gwary podtrzymać. Że czyni to z motywów estetycznych i że prąd ten może znów ustać, to zasadniczo postaci rzeczy nie zmienia. Pod tym względem bardzo jest charakterystyczny stosunek epok dawnych do nowej.
Kiedy wyczerpywał się prąd humanistyczny i pierwiastki swojskie zaczęły w znaczniejszej mierze wchodzić do literatury, znalazły się także i rysy ludowe, co nieobce średniowieczu, nie mogły jednak wtedy w rodzimej ukazać się szacie. Godne uwagi, że w XVII w. wszystkie one niemal należą do literatury satyrycznej. Obok "Mazura", typowej figury komicznej w intermediach, pojawiają się całe utwory żartobliwie gwarą pisane. Takim jest np. Peregrinacya Maćkowa z Chodawki Kurpetowego syna a Nawłokowego brata: którą opisał Kopera co... łata wołową golenią na Kobylim pdrgaminie, z której następujący przytaczam ustęp:
Cęsto sobie ozwazaiąc y ozmysłaiąc o dźiwarnych zecach, które mi Stasek Po-rzygalow opowiadał ze swych wędrówek, opuściłem i ja kluśięta i cielęta, którem pasał, bez wiedzy ojca (nanka) i wybrałem się, wziąwszy nanukkow kostur, tez pienięstwa do zabitośći cały wierdunk y kukiołkę y dwie gomółce w kabatkę. Uszedszy mao nie poutory mile, przyszedłem do Kostogryza, który mię tak uraczył, że na drugi dzień rano opusyło mię byo cośi i musiałem leżeć iazem sie dobrze wysumau.
Wyjątek ten przedrukowałem z artykułu pt. Z przeszłości gwar polskich ("Wisła" VI, 1892, 865-878), napisanego przez prof. Brucknera, który najwięcej się zajmował tym odbiciem gwar w dawnej literaturze. Stamtąd też biorę początek kolędy mazowieckiej, również z XVII w. przewidzieć przyszłość, ale nawet tu i ówdzie następuje proces odwrotny: szerzenie się wbrew mowie książkowej stosunków prostszych. Tak jest mianowicie na znacznej przestrzeni południowej Wielkopolski, gdzie w najmłodszym pokoleniu, zwłaszcza u dziewcząt, bardziej domowym żyjących życiem, dziwnie szerzy się wymowa zyto, cekać, rusać.
Weźmy takiż przykład z odmiany. Mamy literackie niosę i niosę obok niesiesz, niesie, nieś, biorę obok bierze itd. bez końca. Wiadomo jednak, że ogromna ilość ludzi z klas wykształconych używa w życiu codziennym form biere, niese, pietę, powstałych przez wyrównanie do liczniejszych form z e, co mogło tak łatwo nastąpić dlatego, że rozróżnianie e od o w temacie zupełnie tu jest dla znaczenia obojętne. Jest to więc stanowczy postęp w języku, zupełnie taki sam jak zastąpienie dawniejszych siestrze, na brzezie, mietle, na czele, Piętrze obowiązującymi dziś w języku literackim siostrze, czole, Piotrze, brzozie, za czym idą liczniejsze dziecinne w rodzaju w popiole. Jest zupełnie widoczne, że gdyby nie nacisk języka pisanego, formy biorę, niosę rychło by zupełnie zaginęły, tak jak stało się to u ludu. Bo bierę i wieżę panują w narzeczach całej niemal Polski, tu i ówdzie, np. na Śląsku i w Sandomierskiem, rzecz poszła jeszcze dalej, bo pod wpływem form niesla, pletli powstały także nieś, piet 'plótł'. Rzecz bardzo znamienna, że pierwotne niosę, biorę utrzymały się wyłącznie w odległych kątach Polski, na Kaszubach i dalszym Mazowszu, z czego widoczne, że stało się to bynajmniej nie pod wpływem dialektu kulturalnego; przeciwnie, jest to przeżytek stosunków, które w dzielnicach żyjących naprawdę pełnią języka ojczystego uległy już postępowej zmianie.
Podobnym uproszczeniem są omawiane wyżej zatraty typu cielę i formy dwie. Gdyby język literacki dopiero dziś wytwarzał się na podstawie takich dialektów, cielak i dwa kozy szerzyłyby się po całej Polsce. Ponieważ jednak powstał on z dialektów bardziej południowych (fonetycznie z wielkopolskiego, słownikowo i składniowo z małopolskiego), pod tymi względami konserwatywniejszych, przeto dziś toczy się walka. I mimo wyrażonej wyżej opinii, że na ogół zwycięży świadoma dążność klas niższych do opanowania języka literackiego, przekonany jestem, że nie stanie się to bez znacznego uszczerbku, zwłaszcza w zakresie form odmiany. Kto wie, czy tak jak bezwyjątkowo zapanowały siostrze, wiośnie, do studni, chociaż w początkach piśmiennictwa używano jeszcze "poprawnych" siestrze, wieś-nie, do studnie, jak dziś zapanowała już w ustach "inteligencji" i coraz częściej wdziera się do druku forma tą drogę (rezultat podobnej dążności do uproszczenia) — czy tak samo nie wtargną do pisma częste w mowie postacie niesę, wieżę: napływ warstw ludowych do życia publicznego może do tego tylko dopomóc.
Może się to stać tym bardziej, że pogarda dla gwary w ostatnich czasach coraz maleje. Lud dąży do języka literackiego, ale literatura niejednokrotnie stara się gwary podtrzymać. Że czyni to z motywów estetycznych i że prąd ten może znów ustać, to zasadniczo postaci rzeczy nie zmienia. Pod tym względem bardzo jest charakterystyczny stosunek epok dawnych do nowej.
Kiedy wyczerpywał się prąd humanistyczny i pierwiastki swojskie zaczęły w znaczniejszej mierze wchodzić do literatury, znalazły się także i rysy ludowe, co nieobce średniowieczu, nie mogły jednak wtedy w rodzimej ukazać się szacie. Godne uwagi, że w XVII w. wszystkie one niemal należą do literatury satyrycznej. Obok "Mazura", typowej figury komicznej w intermediach, pojawiają się całe utwory żartobliwie gwarą pisane. Takim jest np. Peregrinacya Maćkowa z Chodawki Kurpetowego syna a Nawlokowego brata: którą opisał Kopera co... lata wolową golenią na Kobylim pargdminie, z której następujący przytaczam ustęp:
Cęsto sobie ozwazaiąc y ozmysłaiąc o diiwarnych zecach, które mi Stasek Po-rzygalow opowiadał ze swych wędrówek, opuściłem i ja kluśięta i cielęta, którem pasał, bez wiedzy ojca (nanka) i wybrałem się, wziąwszy nanukkow kostur, tei pienięstwa do zabitośći cały wierdunk y kukiołkę y dwie gomółce w kabatkę. Uszedszy mao nie poutory mile, przyszedłem do Kostogryza, który mię tak uraczył, że na drugi dzień rano opusyło mię byo cośi i musiałem leżeć iazem sie dobrze wysumau.
Wyjątek ten przedrukowałem z artykułu pt. Z przeszłości gwar polskich ("Wisła" VI, 1892, 865-878), napisanego przez prof. Brucknera, który najwięcej się zajmował tym odbiciem gwar w dawnej literaturze. Stamtąd też biorę początek kolędy mazowieckiej, również z XVII w.
Perolmy się sibretkowie tą gasą, Dajżeli nas iakerzami napasą, Oworędy do owego panose, Niechaj si tes usłysy nase glosę. Tędurędu do tej to wyskulichy, Niech rozdergnie na nase pienie słuchy. Przetomy się tutka przywąkrolili, Dąjżebyśmy kolędzacy głuszeli. W nocy se dziś syn Bozy narodził, Narodził sie, serdecka nąm ochłodził. Janiołowie na wzgórności krzykali. Mir s pokojem ludkom oświadowali.
Z obu próbek widać, że ich autorowie kładli nacisk przede wszystkim na gwarowe wyrazy. Jest to zupełnie naturalne, skoro się zważy, że naukowa gramatyka zupełnie wtedy nie istniała, że więc wartości dokładnego oznaczenia cech np. fonetycznych nikt jeszcze nie rozumiał. Nadto cel żartobliwie literacki dopuszczał wiele swobody, wskutek czego także za autentyczność gwarowych wyrazów nie zawsze tu można ręczyć; nic więc dziwnego, że wielu z nich, np. iakerzami, i wydawca objaśnić nie umiał.