O polskich h cz. 2
Rzeczą od dawna dla fachowców nie ulegającą wątpliwości jest istnienie na Podhalu tylko jednego, bezdźwięcznego słabego x- Że jest ono bezdźwięczne, może poznać nawet nie wykształcony fonetycznie Polak po zachowaniu się go w połączeniach międzywyrazowych, najłatwiej widocznym po przyimkach w i z, np. fxoxołoe, sxul lub nawet foxolove = Chochołowie, s'oxolova, sano ^ = sian0 z hól (w wyrazie hola nie mamy pochylonego a, sztucznie ^i&m w dialekcie kulturalnym "odchylonego" na a, ale pierwotne o, uwydatniające do dziś etymologiczny związek z golością 'niezadrzewiemem'). Już przed ćwierć wiekiem pewien dobry fonetyk sądził w pieszej chwili, że mieszkańcy nazywają tę wieś Fołochów, bo mówią foxolove, jakby mówili np. faislavicax - w Fajsławicach, w rzeczywistości górale powiedzieliby ve^.Faisuavicak. Że tak jest, wid^ także z prac Mieczysława Małeckiego, m.in. z Atlasu językowego piskiego Podkarpacia. Temu Atlasowi przy wielkich na ogół pochwach zrobili czescy fachowcy parę drobnych fonetycznych zarzutów, też co do błędnego przezeń czasem lokowania h w tylnej części jamy ustnej czy w krtani, ale nie co do jego bezdźwięczności. Por. zwłaszcza pcę V. Vażnego Z mezislovanskeho jazykoveho zemepisu (1948) poś^oną systematycznemu przeglądowi Atlasu językowego polskiego Podkarpacia, gdzie m.in. daje zestawienie wszystkich 500 pytań Atlasu^ dwu polskich wsiach słowackiego Spiszą, w Żdżarze i Drużbakach, z zapisami swoimi i Simovića, stale się z Małeckim godzącymi co do bezdźwięczności, czy to w wyrazach ogólnie słowiańskich, jak np. suxo, xorość, xlyf, jak w wykrzykniku xeh w słowakizmach (czy rmmizmach) x-by, Xuba, germanizmach xebel, spryp, madziaryzmach. w> jUXas; w tych i innych wyrazach piszą oni (h), co na s. 17 objaśniają jako bezdźwięczną spółgłoskę krtaniową.
Toteż z niemałym zdziwieniem czyta się w "Poradniku Językowym" (1949, z. 3, s. 8) następujący ustęp pióra p. Hauny Świderskiej--Konecznej: "W gwarze podhalańskiej (w Bukowinie Tatrzańskiej) słyszymy jako odpowiedniki ogólnopolskiej spółgło^ cn tak różnorodne realizacje artykulacyjne, że w pierwszej chwili czujemy się zupełnie zagubieni w tym gąszczu i pozornym chaosie głosek. — Tak więc ch wewnątrz lub na początku wyrazu może brzmieć jak k, np. usknie, uskła 'uschnie, uschła', kowosię 'chowa się', najczęściej jednak ma ono wartość dźwięcznego, czasem mocniej, to znów bardzo słabo Wymawianego h dźwięcznego (tu rozstrzelone K. N.)., i,p z dahem, cuha, w cuha(h), ciho, czasami wymawiane bywa jak w dwuwargowe, np. suwo 'słucha', to znów ginie zupełnie, np. sować, sgwali 'schować, schowali', wiernicek 'wierchniczek — górna część kierzynki', z wieru 'z wierzchu', z ustek 'z chustek'". Za mało znam Bukowinę, by temu określeniu fachowej fonetyczki wprost zaprzeczyć, ale na podstawie długoletniej znajomości różnych stron Podhala mogę stwierdzić, żem tu dźwięcznego h nigdy nie słyszał; i czy to z ustek naprawdę dobrze zanotowano, czy nie było to sustekl O całości tych i dalszych, w końcu wyrazów, przykładów autorka słusznie mówi, że tylko "w pierwszej chwili czujemy się zupełnie zagubieni w tym gąszczu i pozornym chaosie", ale w artykule popularnym trzeba było tę pozorność wyjaśnić, co nietrudno; warto np. zwrócić uwagę, że w suwo 'słucha' dwuwargowe w nie jest odpowiednikiem ch, ale wstępną labializacją o, które się po zaniku ch znalazło na początku zgłoski. Czy przypadkiem słabość bezdźwięcznego x nie została tu wzięta za dźwięczność?
Pewne wątpliwości można mieć co do ujęcia tej sprawy w dawniejszej pracy autorki, w opisie Dialektu Księstwa Łowickiego (PF XIV, 1929). Na s. 300 pisze ona: "Istnienie odrębnego y krtaniowego w Łowickiem i świadome odróżnienie go od x bezdźwięcznego jest rzeczą zupełnie pewną", przy czym powołuje się tak na swoją własną obserwację, jak i na dwa wypowiedzenia przedstawicieli dialektu, wszystkie jednak te wypadki mogą dowodzić tylko odrębności od normalnego /; dźwięczność z nich nie wynika. Sama autorka powołuje się przy tej sposobności na zdanie Tytusa Benniego, który w artykule o Krtaniowym H w języku polskim (Prace lingwistyczne ofiarowane J. Baudouinowi de Courtenay, 1921) stwierdza h krtaniowe "na początku wyrazu przed samogłoską i wewnątrz wyrazu między dwiema samogłoskami", nie dopatrzyła jednak, że spostrzeżenie to, wypowiedziane już w r. 1910 przez Olafa Brocha OuepK gSmuoAozuu cAaeHHCKou penu, § 68) mówi wyraźnie o h krtaniowym, ale bezdźwięcznym. Czy więc może idzie tu nie o dźwięczność, ale o miejsce i związaną z nim siłę artykulacji, co do czego jednak autorka nie zawsze jest ścisła, na s. 261 określając dźwięk oznaczany przez y jako "szczelinowy tylnojęzykowy niepodniebienny", a na s. 300 jako krtaniowy? Ma się więc wrażenie, że chyba idzie tu o to bezdźwięczne krtaniowe H Brocha i Benniego, że przeciwstawiono tu tylnojęzykową bezdźwięczną — krtaniowej dźwięcznej, jakby nie było innych artyku-lacyjnych możliwości. Ponieważ zaś dźwięk ten występuje tylko w określonych warunkach pozycyjnych na początku wyrazu przed samogłoską, można by go wziąć za fonetyczny wariant, gdyby nie to, że autorka w słowniku (s. 356-358) jednym wyrazom przypisuje XA-, a innym yA-, przy czym ich rozdział jest dość znamienny. Zaznaczyć jednak trzeba, że ujęcie autorki pochodzi sprzed jej wyspecjalizowania się na fonetyczkę (też instrumentalną). — W każdym razie tego rodzaju dwa samodzielne łowickie A są w rdzennie polskim dialekcie czymś niezwykłym. Przynajmniej tak dobrzy fonetycy jak Edward Klich (Narzecze wsi Borki Nizińskie, 1919) i Adam Tomaszewski (Gwara Łopienna, 1930), pierwszy dla środkowej Małopolski, drugi dla pn.-wschodniej Wielkopolski, stwierdzają tylko jedno (bezdźwięczne tylnojęzykowe) ch we wszystkich wyrazach pisanych literacko przez ch czy przez h.
Innego rodzaju wątpliwość nasuwa się przy artykuliku ks. T. J. Milika Podlaskie wyrazy na -ha (JP XXVII 83-84), z którego wynika, że dźwięczne y istnieje we wsi mazurzącej, podczas gdy normalnie przyjmuje się je tam tylko na niemazurzącym obszarze o podkładzie pierwotnie ruskim.
Niejasno przedstawiła sprawę i p. Maria Dłuska w podręczniku Fonetyka polska (1950). Pisze bowiem na s. 91, że tylne (tj. tylnojęzykowe) dźwięczne y "u Polaków z byłych kresów wschodnich występuje jako samodzielny odpowiednik bezdźwięcznej głoski na s. 94 zaś, że krtaniowy ("zaustny") dźwięczny spirant h występuje "jako głoska samodzielna np. w języku ukraińskim". Czyżby istotnie Ukrainiec mówił krtaniowo hubka, a z tegoż obszaru językowego pochodzący Polak — tylnojęzykowo yubkdl Bo takie y stwierdzałem tylko u rdzennych Polaków (też u siebie), niedoskonale naśladujących ukraińskie h. Oczywiście w drugiej części podręcznika dowiemy się czegoś bliżej nie tylko o literackiej, ale i o równie polskiej gwarowej wymowie tej głoski.
Bądź co bądź istnieją w niektórych gwarach polskich jakieś tylne szczelinowe, różne od normalnego polskiego /. Do rozstrzygnięcia dotychczasowych wątpliwości prowadzą oczywiście dwie drogi: stwierdzenie istotnego stanu rzeczy instrumentalnie, do czego nie trzeba jakichś niezwykłych przyrządów (mamy je chyba w Warszawie i Poznaniu)^ stwierdzenie tego słuchem przez kwalifikowanych na tym punkcie lingwistów z kresów wschodnich, przede wszystkim przez prof. Władysława Kuraszkiewicza, który by się powinien tym zająć.