Ćwiczenia 2
Ćwiczenia
1. Czy sytuację opisaną w poniższym tekście można byłoby przedstawić
środkami innego kodu, np. rysunkowego? Jeśli nie, to jakie
kody musiałyby uczestniczyć łącznie w takim przekładzie?
Ciszę w sadzie przerywały tylko odgłosy spadających na ziemię
przejrzałych owoców i brzęczenie owadów. Pogoda ustaliła
się cudnie. Był to początek września. Słońce nie prażyło już za
mocno, ale rzucało jeszcze obfite złote blaski. W blaskach owych
lśniły się czerwone jabłka wśród szarych liści siedzące tak obficie,
że drzewa zdawały się być nimi oblepione. Gałęzie śliw gięły się
pod owocem okrytym siwym woskiem. Pierwsze zapowiednie nitki
pajęczyny, pouczepiane do drzew, chwiały się wraz z leciuchnym
powiewem, tak lekkim, że nie szeleścił nawet liśćmi.
(H. Sienkiewicz, „Pan Wołodyjowski")
2. Podane znaki złożone (połączenia wyrazowe) zastąp znakami prostymi
(wyrazami) zdolnymi wyrazić tę samą treść.
a) spędzać gdzie zimę; przewracać kartki (książki); zamienić się
w słup soli ze zdziwienia; łamać sobie głowę nad czym; spuszczać
nowo zbudowany statek na wodę; odpoczywać na leżaku;
b) statek służący do transportu towarów drobnych; obszar, na
którym odbywają się polowania lub połowy ryb; człowiek przesadnie
oszczędny; miejsce, gdzie się urwał, obsypał lub osunął kawał
gruntu; aparat fotograficzny z wmontowanym w kamerę lusterkiem.
3. Na jakiej właściwości znaków językowych opierają się następujące dowcipy?
— Pańska córka jest jak poezja.
— O tak, bardzo t r u d n o ją wydać.
— Przez pomyłkę zrobiłam zupę z p ł a t k ów mydlanych zamiast z płatków owsianych.
— A co na to mąż?
— Pienił się!
. W następującym fragmencie wskaż wyrazy o motywacji względnej i elementy
źwiękonaśladowcze:
Jak okiem sięgnąć, połyskiwały tylko na nocnym tle nieba oświecone księżycem
dachy c h a ł u p , które w tym blasku wydawały się srebrne i siwe. Niektóre chałupy
były umazanc wapnem i świeciły jasnozielono; inne, ukryte w sadkach wiśniowych,
w gąszczu słoneczników lub tyczkowej fasoli zaledwie wychylały się
z cienia. Po podwórkach szczekały psy, ale jakby przez sen. dając wtór rzechotaniu
żab, graniu derkaczy, bąków i tym wszystkim wołaniom, którymi odzywa się
letnia noc. a które potęgują jeszcze wrażenie ciszy.
Bryczka, posuwając się z wolna sypką, piaszczystą drogą, wytoczyła się na
koniec w ciemną aleję popstrzoną tylko tu i ówdzie światłem wdzierającym się
przez liście. Na końcu tej alei poświstywali stróże nocni. Przy ujściu bielił się
dwór. w którym kilka okien było oświeconych. Gdy bryczka zaturkotała przed
gankiem, z domu wybiegł służący chłopak.